poniedziałek, 30 marca 2026

30 marca 2026 poniedziałek. Amba Fatima.

Zagubione książki. Proza życia antykwariatu. Tak jest i koniec. Podobno w przyrodzie nic nie ginie... nie tyczy się to jednak antykwariatów. Dobrze, że konkurencja ma na stanie. Zamówiłem. Przyszło, ale nie do końca to co zamawiałem. Przy okazji dorzuciłem do paczki i darmowej wysyłki kilka książek, które są mi potrzebne do skompletowania całych cykli i serii. Niestety konkurencja też nie dała rady i zamiast przysłać zamówiony tom I, przysłali tom II. Teraz mam dwa tomy drugie oraz jeden trzeci. Dobrze, że te pozycje najbardziej potrzebne są dostarczone, ponieważ w innym przypadku byłby niezły kwas. Zapomnieli jednak dodać, że w książce jest dedykacja. No cóż. Zagubione książki. Proza życia antykwariatu. Każdego antykwariatu. 

W zeszłym tygodniu była polska premiera starej jak świat, ale wcześniej u nas nie wydanej książki Antchony'ego Bourdaina Kitchen Confidential. Nadyłem przedpremierowo i teraz czytam wieczorami. Jestem jego wielkim fanem, o czym zresztą chyba kiedyś już pisałem. Jeśli nie, to teraz już wiecie.  Mam u siebie na półce wszystkie jego książki, które wyszły u nas w kraju. Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów mam nieodparte wrażenie, że gdzieś już to kiedyś czytałem. Może nie wszystko słowo w słowo, ale trylogia Kill Grill powiela w znacznym stopniu Kitchen. W zasadzie trudno o nowe informacje w autobiografiach, no chyba, że ktoś gubi się w własnych kłamstwach. Na dniach będzie premiera części trzeciej, tomu trzeciego Choluba Piotra Wrońskiego. Czekam na dalsze przygody Iwety i Piotra. Tym razem zabiorą się krwawo za nielegałów. 


sobota, 28 marca 2026

28 marca 2026, sobota. Ptaki i żur.

W planach na dzisiaj mam kilka rzeczy. Głównie transportowych i około książkowych. Jadę zawieźć zamówione książki na grupie klientce mieszkającej nieopodal. Przy okazji wyślę cholerne Orlen paczki. Cholerne, ponieważ do najbliższego paczkomatu mam spory kawał, jakieś "na oko" dwa kilometry w jedną stronę. Jeśli paczki są małe i jest dobra pogoda to nawet spoko, można zrobić sobie fajny spacer. Gorzej jak są to ogromne paki, co się zdarza przynajmniej raz w tygodniu. Wtedy pozostaje tylko samochód. Dodatkowo obecnie muszę jechać z psem - jeszcze nie mogę zostawić go samego, żeby czegoś nie zmalował. Moja lokalizacja obrosła w paczkomaty wszelakiego typu przez te kilka lat. Na przeciwko, po drugiej stronie ulicy mam DHL, DPD i zielony Allegro One. Pięćset metrów dalej mam InPost. Orlenu jednak nie mogą postawić gdzieś bliżej. Wnerwia mnie to.

Rano zaraz po siódmej, byłem na spacerze z psem w chorzowskim parku zwanym szumnie Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku. Mieszkam tak szczęśliwie, że kilkadziesiąt metrów drogi przez krzaki dzieli mnie od tego raju przyrodniczego. W nocy padało i to od razu widać. Robi się zielono, a podagrycznik dostał takiego kopa, że już prawie nadaje się do zbioru. Może jutro się tym zajmę. Część pójdzie do suszenia na herbatę i do mieszanek, część na sałatkę łamane na surówkę. Nawet jest dość smaczna, podagrycznik trochę podobny jest w smaku do selera naciowego - w sumie ta sama rodzina. Napar natomiast nie powala smakiem, trochę tak jakby zryło się gębą w murawę. Jednak ma rewelacyjne działanie na stawy, usuwa z organizmu moczany. Kiedyś dawno temu był stosowany jako lek na podagrę - stąd jego nazwa. Wracając do spaceru... głośno było. Ptaki urządziły niezły koncert. Od ponad roku korzystam z aplikacji na telefon, która rozpoznaje ptaki po ich śpiewie. Doskonała jest! Pokazuje w czasie rzeczywistym jaki to ptak obecnie śpiewa, nawet w przypadku kilku ćwierkań równoczesnych daje radę. Podświetla tego ptaszka na liście, który jest słyszalny w danej chwili. Dzisiaj w audycji Ptasiego radia występowały: bogatka, zięba, modraszka, śpiewak, mysikrólik (doskonała nazwa ptaka), rudzik, droździk, pierwiosnek, grubodziób, bogatka, kos i grzywacz. Aplikacja nazywa się Merlin Bird ID i jest zupełnie darmowa. Nie wiem czy występuje na Androida, ale pewnie tak. Dodatkowo można nagrać i zapisać taką sesję. Później ją odsłuchać z pliku. Podczas odtwarzania również podświetlają się aktualnie śpiewające gatunki. Rewelacja! Przeczytałem o niej w ostatniej cześci Farmy Clarksona. Może z czasem dojdę do tego etapu w moim ornitologicznym hobby, że kupię sobie rolnetkę i zacznę dodatkowo podglądać ptaki. Chociaż trochę strach, można dostać w dziób, że tak to ptasio określę. Jeszcze ktoś pomyśli, że jestem jakimś zboczeńcem - podglądaczem.





Dość na dzisiaj, idę gotować śląski żur na obiad. Od pewnego czasu sam kiszę zakwas. Co tydzień w sobotę jest gotowy, więc nie mam problemu z tym co wymyślić na obiad. Małą ilość pozostawiam i cały tydzień ją dokarmiam, tak żeby znów na sobotę mieć świeżą bazę. 















piątek, 27 marca 2026

O boziulku, boziulku …. szmat czasu, a jutro i tak wstanie słońce.

Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie zapomniałem o możliwości zapisywania moich przemyśleń oraz porażających obserwacji. Dzielenia się z Wami tym wszystkim. Jak ten czas zap….la. Kilka lat nie pisałem nic, pogrążając się we wtórnym analfabetyzmie. Trochę to przerażające. Nieprawdaż? Przejrzałem dziś kilka ostatnich opublikowanych i mocno już archiwalnych wpisów. Wiele się od tego czasu zadziało i wydarzyło. Chociaż jest wiele stałych w moim życiu. Najważniejsza z nich jest rodzina… może to utarte, ale prawdziwe. Żona ma się dobrze, syn wyfrunął na studia do Krakowa i robi dwa kierunki na AGH. Idzie mu naprawdę świetnie. Dumny jestem chociaż może za rzadko mu to mówię. W jednym z ostatnich postów z chyba 2022 roku zastanawiałem się nad adopcją psa. Doszła ona do skutku i od tamtego czasu jest z nami Negro. To ten przystojniak ze zdjęcia kilka wpisów wcześniej. Sznaucer francuski średni o umaszczeniu sól i pieprz. Tak mówią Internety i literatura fachowa (dobrze mieć kilkadziesiąt tysięcy książek). Od tamtego czasu przeszedł niestety dwie operacje. Jedna w zeszłym roku - usunięcie sporych rozmiarów tłuszczaków. Druga odbyła się dwa tygodnie temu. Przypadkiem odkryto u niego guz na śledzionie. Decyzja weterynarza to usunięcie jej w całości. Negro to twardziel. Na drugi dzień po bądź co bądź dużym zabiegu już się pozbierał, teraz jedynie brak sierści na brzuchu wskazuje, że był chory. Dziś przyszły wyniki histopatologicznego badania tego guza. Nie jest to rak! HURRRA! Był to jakiś stary krwiak, który zaburzał pracę śledziony. Skąd się to wzięło? Może kiedyś był bity? Miał wypadek w przeszłości? Nie znam niestety jego historii. Dobra…. dość już o psie. Chociaż wybaczcie, jest on dla mnie bardzo ważny. Kocha nas miłością bezgraniczną i szczerą. Kto miał psa ze schroniska ten wie o czym piszę.

Trudno w ramach w miarę krótkiego tekstu streścić kilka lat życia i działalności. Co do właśnie działalności… nadal męczę się na własne życzenie prowadząc jednoosobową działalność gospodarczą. Robię to co wcześniej. Rozpowszechniam wiedzę. Tak to chce wiedzieć i w to wierzyć. Tylko mam większe doświadczenie nieskromnie powiem (bo trudno żeby było inaczej) oraz skórę mam znacznie grubszą. Nie przejmuję się tak często jak wcześniej. Trudniej mnie zdenerwować i wyprowadzić z równowagi. Polska hartuje i tyle. Polacy w większości są roszczeniowi. O poziomie oczytania znacznej części rodaków nie będę się wypowiadał, ponieważ to dno dna. Chociaż bywają wyjątki i to właśnie są moi klienci.

Krótko co nowego w firmie. Dużo więcej towaru. Bardziej wyszukanego czasami, a czasami nie. Wszystko zależy od tego co się upoluje. Nastąpiła totalna zmiana sprzętu na taki z odgryzionym jabłkiem. Na początku było mi trudno przestawić się z okienek na owocek. Trwało to wszystko jakiś miesiąc. Nie powiem… dużo mięsa latało w tym czasie i panien swobodnych. Teraz jestem zadowolony jak nigdy. Nie na darmo profesjonaliści najczęściej używają sprzętów tej marki. Nie pamiętam kiedy ostatnio robiłem zdjęcia normalnym aparatem i zrzucałem je do komputera po kablu…. mając wszystko w firmie z „i” na początku nazwy, jak to powiedzieć? Po prostu to wszystko działa i jest wzajemnie dopasowane. Bateria wytrzymuje kilkanaście godzin, więc nie jestem uwiązany do biura, mogę pracować wszędzie gdzie mi wygodnie. Gdy jest ciepło często robię to w ogrodzie. Dziękuję ci Jasiu za pomoc i inspirację. Wreszcie po kilkunastu latach zmagań mam działający, szybki i bezprzewodowy internet, co jest sporym sukcesem na moim zadupiu. Ze sprzętu wjechała nowa kasa fiskalna, bo musiała. W poprzedniej zabrakło paragonów. Co za bzdura! No ale właściwie czym by te firmy handlowały, jakby sprzęt mógł działać ciagle? 

Z prywaty… nadal zbieram muzykę. Tu nic się nie zmieniło, może z tym, że obecnie bliżej mi do psychodelii niż do progresywnych tematów. Ciągle odkrywam coś nowego. Studnia bez dna, na którą można wydać każde pieniądze...ale o tym sza! Niezmiennie lubię różne instrumenty i kilka przybyło ku niezadowoleniu mojej lubej. Wróciłem też do elektroniki - mojej starej pasji. Czasami coś naprawiam dla samego naprawiania. Nie traktuję tego zarobkowo. Odpręża mnie to. Zbudowałem kilka urządzeń, które używam w domu. Wzmacniacz lampowy, zegar na lampach Nixie… lubię lampy najwyraźniej. Nadal gotuję i sprawia mi to radochę. Nakarmienie przyjaciół - bezcenne! Motocykl mam ten sam, motocyklista jednak stał się bardziej wygodny i mniej odporny na zimno, do tego stopnia, że w tym roku jeszcze mojej „gwiazdki” nie odpaliłem. Z motocyklowych tematów zacząłem chodzić w skórach. Na starość (w zeszłym roku trzepnęło mnie 50 - straszne) dopadł mnie chyba tem słynny kryzys wieku średniego przedemerytalnego. Ha ha! Kichać to, jest mi wygodnie i będę się tak nosić. Bojówki i skóra. A co! Chciałem kupić płaszcz w stylu Yellowstone, ale mnie wyśmiano. Jeszcze zobaczą szydercy! Potrzebuję niestety już okularów, co dziwne mam minusy i astygmatyzm. Może to i dobrze. Nie potrzebuję okularów do pracy i czytania. Natomiast im coś jest dalej, tym gorzej widzę. Na spacerach zastanawiam się czy to co widzę w oddali to śmietnik czy dzik. Wiem, trzeba nosić te okulary na nosie. Nawet kupiłem sobie łańcuszek do nich, taki specjalny. Podobno wyglądam na znacznie inteligentniejszego gdy mam je założone, a z tym łańcuszkiem to po za skalę. Taka forma sztucznej inteligencji. Co by tu jeszcze….? Wiem. Nie będę niczego obiecywał, ponieważ mogę zabrzmieć jak Leśniewski, mój imiennik. Ci którzy interesują się starym brytyjskim rockiem wiedzą o czym piszę. Nie będę się zarzekał, że będę pisał regularnie. Może więcej nie napiszę. Kto wie? Jedno jest pewne - jutro wstanie słońce. Będzie też post z nowościami na Grupie o 19.00. 

9 kwietnia 2023, czwartek. Kózki się kocą

Jednak żyjemy. Armageddon odroczony czasowo. Chodzą słuchy w wolnych mediach o planowanym zamachu stanu i chęci przejęcia przez rezydenta wł...