czwartek, 25 czerwca 2026

25 czerwca 2026, czwartek. Smród i syf.

Wczoraj późnym popołudniem, jakieś trzy kilometry w lini prostej od miejsca, w którym mieszkam i pracuję wybuchł pożar składowiska odpadów. Zresztą jak co roku. Taka tradycja, że jak tylko zrobi się ciepło, to coś płonie. Przypadkowym zupełnie przypadkiem prawie zawsze są to składowiska śmieci. W zeszłym był to skład materiałów niebezpiecznych w Siemianowicach, wczoraj Chorzów. Wcześniej Alba - też Chorzów. Efektem tego jest smród, zadymienie i ogólne zanieczyszczenie. Rano jeszcze waliło, teraz jest przed południem i jest już w miarę dobrze. Okien nie dało się oczywiście otworzyć w nocy. Siwy dym był, aż oczy łzawiły. Jestem niewyspany. Całą noc miałem włączony oczyszczacz powietrza.

Wczoraj pewna Pani z pewnym Panem dostarczyli mi kilka toreb książek. Za darmo. Nie będę wybrzydzał, darmo -  to bardzo dobra cena. Niestety białych kruków brak, raczej są to czarne (brudne) kruki. Kilka książek z tego nadaje się do sprzedaży, z resztą nie wiem właściwie co zrobić. Są w tych torbach również dwie, podobno całe sagi. Jak znam życie będzie kilku tomów brakowało. Może dzisiaj to ułożę i sprawdzę. 

Siedzę pod kasztanem w cieniu i pracuję. Jakiś ptaszek narobił mi na klawiaturę w Macu. Świnia nie ptak. Wszystko rozumiem, ale żeby kupą w człowieka?! Nieładnie.



środa, 24 czerwca 2026

24 czerwca 2026, gorąca środa

Uff jak gorąco, a ma być jeszcze cieplej. Stary klimatyzator działa nadal i daje radę, chociaż cichy to on nie jest. Tylko jak dostanę rachunek za prąd to zejdę na zawał. 

Przed chwilą dzwoniła pewna pani, ma do oddania za darmo szafę książek i kaset magnetofonowych. Szafę też by chętnie też oddała, ponieważ się wyprowadza. Mam, jak to stwierdziła "ją uratować i zabrać to, a najlepiej wszystko". Tak to nie będzie, ale coś zapewne wezmę. Tylko gdzie to umieszczę? 



wtorek, 23 czerwca 2026

23 czerwca 2026, wtorek . Ti ta ta, ti ti ta ta.

Do rana przyczepiła się do mnie Piosenka radiotelegrafisty. Podśpiewuję sobie pod nosem, a ludzie patrzą jak na debila. Idzie to tak:

Trzech synów matka miała, 
dwóch słynęło z mądrości, 
a trzeci co był głupi, 
poszedł do łączności.
Ti ta ta, ti ti ta ta, 
ti ta ta ti ti ta ta.
A trzeci co był głupi, 
poszedł do łączności. 

Tak w kółko, coraz szybciej i szybciej. Do tego jest jeszcze odpowiednia choreografia, ale grozi to psychiatrykiem i ortopedią, niekoniecznie w takiej kolejności. Pazura wykonywał pieśń tą w 13 posterunku. Nie wkleję filmu, ponieważ MacBook ma błąd i odmówił współprcy w tej materii. Kto chce niech sobie znajdzie na YouTube.


Martin napisał Nawałnicę mieczy, ja mógłbym zmienić nazwę antykwariatu na Nawałnicę książek. Ostatnio odbieram ich potworne ich ilości z powodu likwidacji jednej z filii biblioteki. "Górka" ma obecnie kilka tysięcy pozycji. Z tego też powodu niewiele ostatnio tu pisałem. Dużo dodaję na Allegro z pominięciem grupy. Za drogie pozycje dla moich grupowiczów. Z drugiej strony tam też się średnio sprzedają, więc liczba wystawionych aukcji rośnie, przybywa książek na regałach w biurze. Właściwie to na regałach już nie ma na nie miejsca, leżą w stosikach na podłodzie i na biurku. Żeby było weselej dzisiaj jadę po następne kilkaset egzemplarzy, ale część będzie nowa, tzw. leżaki magazynowe. 

Z innej beczki... Czyściłem rynny z flory i fauny przy pomocy zwyżki profesjonalnie zwanej zwyżką koszową. Wszystko pięknie, tylko facet obsługujący ją zapomniał wspomnieć, że kosz był naprawiany i ma on ostre krawędzie. W środku roboty rozciąłem sobie przedramię , ale o tym potem. 
Pogoda sprzyja rozwojowi kleszczy. Jako, że dużo przesiaduję w zieleni, złapałem już ich kilka, jednego dnia trzy... więc postanowiłem zaszczepić się na KZM. Z boleriozą nic za bardzo się nie zrobi, ale na to świństwo można się zaczepić. Przyjmuje się trzy szczepionki, niestety nikt tego nie refunduje.... chyba, że się jest leśnikiem. Nie jestem, więc jedna dawka 140 zł. Oczywiście nie jest prosto, trzeba mieć receptę i przejść kwalifikację czy się nadaję do szczepienia, a to wizyta u lekarza. Nie da się tego załatwić na telefon. Mniej więcej rozmowa przebiegała tak:
- Lekarka musi pana widzieć, czy aby nie jest pan chory, bo nie chodzi pan do naszej przychodni.
- Nie chodzę, ponieważ nic mi nie dolega, więc się chyba kwalifikuję.
- Logiczne, ale i tak musi pan przyjść.
Przyszedłem. Pani doktor opukała, osłuchała i zmierzyła ciśnienie. Zauważyła plaser na przedramieniu.
- Co to?
- Plaser, pani doktor
- A pod plastem?
- Kuku.
- Mogę zobaczyć?
- Proszę...
Tu pani sadystka zrywa mi opatrunek jednym ruchem. Plaster był solidny. Teraz mam gojącą się ranę i siniaka po oderwaniu opatrunku wokół. Zaszczepili mnie, ale dopiero na drugi dzień, bo oczywiście nie było odpowiedniej szczepionki w aptece. Trzeba było sprowadzić i to szybko - kwalifikacja jest ważna tylko dobę. Następne szczepienie za trzy tygodnie. Pójdę bez plastra.

Sprzedaż generalnie leży z krótkimi zrywami. Zupełnie tego nie rozumiem. Jednego dnia może się nie sprzedać żadna książka, następnego nie wiedzieć czemu w ciągu kilku godzin kilkanaście... i potem znów cisza. Podobnie jest z prośbami o FV. Jak przychodzą jedna za drugą, póżniej spokój i cisza na dłuższy czas. To wszystko dzieje się falami. Coraz częściej mam wrażenie, że to nie przypadek. Ktoś tym steruje, jakiś algorytm lub wredny kosmita. 

Żeby utrzymać mnie na rynku algorytm lub wspomniany wcześniej kosmita podsyła mi klientów z trudnymi wyzwaniami. Dzwonią i dopytują czy jestem w stanie zdobyć dla nich odpowiednie tytuły. Inni się tym nie chcą zajmować. Dziwne. Tak więc w ostanim czasie organizowałem Wielką księgę wed słowiańsko - aryjskich (sic!) w dwóch tomach, Trylogię Ksiądz Rafał z podwójnym tomem trzecim - koniecznie nową, bo na prezent, Nowe cuda ludzkiego ciała Calligarisa. 







piątek, 29 maja 2026

29 maja 2026, piątek.

Napływ książek ze likwidowanej filii biblioteki trwa w najlepsze nadal. Pojechałem segregować ten cały bajzel, jednak odbiłem się od drzwi. Dosłownie. Dzisiaj nieczynne. Mogłem wcześniej zadzwonić, jednak nie dostałem żadnej informacji o planowanym zamknięciu. Więc też nie dzwoniłem. Wiem co będę robił w poniedziałek, wtorek i środę...  będę robił to na co zarezerwowałem sobie czas dzisiaj. 

Przystąpiłem do BDO, bo jednak podobno muszę. Następny płatny obowiązek przesiębiorcy. Nie wiem do czego jest on potrzebny, może po to by gdzieś zatrudnić ludzi i wyrwać mi dwie stówy z konta rocznie. Podobno mam też dorzucać się artystom do ZUS, taki projekt lewicy ostatnio mnie rozbawił. Ubezpieczenia i tak są niewydolne, tylko każda władza się tego nie dotyka. Nie dotyka, bo się boi. Paranoja! Państwo z tektury i sklejki polepione gumą o żucia. Rządzący dający się wodzić za nos, zupełnie bez sprawczości... a wystarczy tylko przeliczyć głosy! Złodziei sia osądza i wsadza od pierdla. Podobno każdy głos się liczy i wszyscy są równi wobec prawa. Polska -  państwo teoretyczne. 


niedziela, 17 maja 2026

18 maja 2026, poniedziałek. Lewy, Le-wy, ja pier... i kupa larma* w parku jutro.

Otwieram lodówkę, a tam.... siedzi Lewandowski! Siedzi i liczy kasę. Nie mogę oglądać żadnych wiadomości. Wszędzie on. Średnio mnie zajmuje jego osoba jak i cała piłka skopana. Po stwierdzeniu jakiegoś redaktora z TVN-u, że "zastał Barcelonę drewnianą, zostawił murowaną" o mało nie wywaliłem telewizora przez okno. Dobrze, że mam TV przykręcone do ściany. Co ci ludzie mają w głowie? Same tematy zastępcze. 

W lodówce, obok pierwszego kopacza RP, siedzi jeszcze Metallica. Jutro koncert tego fenomenu. Fenomenu w złym tego słowa znaczeniu. To jeden z najbardziej przereklamowanych zespołów. Panowie naprawdę powinni sobie dać spokój po płycie Loud. Re-loud i pozostałe ich "dzieła" tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu. No, ale pecunia non olet. Obecnie jest to zespół "the best of". Ostatnią płytę przesłuchałem raz. Raz!  Nie ma tam nic interesującego. Mam wrażenie, że na pewno połowa ludzi, którzy pójdą jak baranki na rzeź na ten koncert będzie tam przypadkowo. Przecież bilety drogie, to musi być dobre. Przecież można sobie zrobić selfie i pokazać znajomym, że mnie stać. Jestem metalem po godzinach w korpo. Wezmę Dżesikę w panterce i będzie fajnie. ARRRR! GRRRR! Groźny i zły, ale tylko do 22.00, bo później cisza nocna w apartamentowcu obowiązuje. Tylko sobie zatyczki do uszu zabierzcie, inaczej nie będziecie słyszeć nazajutrz rano co do was przełożony mówi. Podobnie jest z panem Podsiadło, czy tej, jak jej tam... Sanah. Tak myślę i raczej się nie mylę. Ja obecnie na Metallicę za darmo bym nie poszedł. Nawet jakby mi zapłacili równowartość biletu. Muszę zastawić autem wjazd na podwórko, bo jak znam życie jakiś geniusz zrobi sobie parking na wjeździe. Do stadionu mam ze 2 km w lini prostej, więc to realne zagrożenie. Strasznie ucierpi tylko przyroda, bo wszystko zdepczą i zaśmiecą. Wystraszą zwierzęta w parku. Jedynie zbierający puszki po piwie będą mieć żniwo w środę rano, ale będą robić to w ciszy, ponieważ ptaki jeszcze będą w szoku.    

*larmo - hałas 

17 maja 2026, niedziela. Brak tytułu.

Od dłuższego czasu nie pisałem, ale to dlatego, że właściwie nie ma o czym. Naprawdę nic nowego się nie wydarzyło. Przybyło tylko sporo nowych książek, tak na oko ze dwa tysiące. Dowiem się dokładnie, po otrzymaniu faktury. Przywiozłem też trochę książek od znajomego, który wrócił po kilkunastu latach z emigracji do Austrii. Wrócił z tych i innych względów, na tak zwane "stare śmieci", do starego mieszkania, w którym po zrobieniu porządków, znalazło się dość dużo niepotrzebnych książek. Oprócz tego kupiłem od niego singielek Uriah Heep z 1972 roku. 

Zaczynam zbierać i studiować dogłębnie książki Łukasza Łuczaja. Zostałem też fanem przytuli czepnej, takiego zioła na oczyszczenie organizmu. Rośnie wszędzie, a ma cudowne właściwości. Oglądałem program dokumentalny o Łukaszu. Bardzo mi się spodobał jego plan na życie. W skrócie: zbudować zamek, póżniej ogród wokół zamku, a po śmierci straszyć w wieży. To mi pasuje. Też tak chcę! Myślę, że dobrze dzwonię łańcuchami. Tylko raczej zamku nie będę miał... chociaż kto wie?

Wczorajszy wieczór zrobił mi pewien zakup. Udało mi się za niewielkie pieniądze kupić płytę wydaną jako private press, jedyny album Gayan - Jean Yves Tourbin, wydany tylko w Danii w nakładzie podobno 300 egzemplarzy. To jest muzyka! Nie jakaś tam Metallica.

Odmówiłem Empikowi. Nie widzę tej współpracy. 



wtorek, 5 maja 2026

5 maja 2026, wtorek.

15 minut to idealny czas maceracji w pulpie z kiwi dla plastrów karkówki i basta! Sprawdzone. Można powielać. 

Dostawy książek nadal napływają. W tym tygodniu będą jeszcze dwie - jutro i w niedzielę. Jeszcze trochę to nie wlezę do domu. 

W zeszłą niedzielę facet chciał zamówić telefonicznie książkę Działka moje hobby. Zapytałem go bardzo grzecznie czy jest w tej chwili w pracy. Odpowiedział, że nie i z rozczulającą jak uśmiech dziecka szczerością wypalił, że aktualnie odpoczywa. Poprosiłem żeby zadzwonił w poniedziałek. Nie zadzwonił... działkowicz jeden. 

25 czerwca 2026, czwartek. Smród i syf.

Wczoraj późnym popołudniem, jakieś trzy kilometry w lini prostej od miejsca, w którym mieszkam i pracuję wybuchł pożar składowiska odpadów. ...