Wczoraj późnym popołudniem, jakieś trzy kilometry w lini prostej od miejsca, w którym mieszkam i pracuję wybuchł pożar składowiska odpadów. Zresztą jak co roku. Taka tradycja, że jak tylko zrobi się ciepło, to coś płonie. Przypadkowym zupełnie przypadkiem prawie zawsze są to składowiska śmieci. W zeszłym był to skład materiałów niebezpiecznych w Siemianowicach, wczoraj Chorzów. Wcześniej Alba - też Chorzów. Efektem tego jest smród, zadymienie i ogólne zanieczyszczenie. Rano jeszcze waliło, teraz jest przed południem i jest już w miarę dobrze. Okien nie dało się oczywiście otworzyć w nocy. Siwy dym był, aż oczy łzawiły. Jestem niewyspany. Całą noc miałem włączony oczyszczacz powietrza.
Wczoraj pewna Pani z pewnym Panem dostarczyli mi kilka toreb książek. Za darmo. Nie będę wybrzydzał, darmo - to bardzo dobra cena. Niestety białych kruków brak, raczej są to czarne (brudne) kruki. Kilka książek z tego nadaje się do sprzedaży, z resztą nie wiem właściwie co zrobić. Są w tych torbach również dwie, podobno całe sagi. Jak znam życie będzie kilku tomów brakowało. Może dzisiaj to ułożę i sprawdzę.
Siedzę pod kasztanem w cieniu i pracuję. Jakiś ptaszek narobił mi na klawiaturę w Macu. Świnia nie ptak. Wszystko rozumiem, ale żeby kupą w człowieka?! Nieładnie.