Od dłuższego czasu nie pisałem, ale to dlatego, że właściwie nie ma o czym. Naprawdę nic nowego się nie wydarzyło. Przybyło tylko sporo nowych książek, tak na oko ze dwa tysiące. Dowiem się dokładnie, po otrzymaniu faktury. Przywiozłem też trochę książek od znajomego, który wrócił po kilkunastu latach z emigracji do Austrii. Wrócił z tych i innych względów, na tak zwane "stare śmieci", do starego mieszkania, w którym po zrobieniu porządków, znalazło się dość dużo niepotrzebnych książek. Oprócz tego kupiłem od niego singielek Uriah Heep z 1972 roku.
Zaczynam zbierać i studiować dogłębnie książki Łukasza Łuczaja. Zostałem też fanem przytuli czepnej, takiego zioła na oczyszczenie organizmu. Rośnie wszędzie, a ma cudowne właściwości. Oglądałem program dokumentalny o Łukaszu. Bardzo mi się spodobał jego plan na życie. W skrócie: zbudować zamek, póżniej ogród wokół zamku, a po śmierci straszyć w wieży. To mi pasuje. Też tak chcę! Myślę, że dobrze dzwonię łańcuchami. Tylko raczej zamku nie będę miał... chociaż kto wie?
Wczorajszy wieczór zrobił mi pewien zakup. Udało mi się za niewielkie pieniądze kupić płytę wydaną jako private press, jedyny album Gayan - Jean Yves Tourbin, wydany tylko w Danii w nakładzie podobno 300 egzemplarzy. To jest muzyka! Nie jakaś tam Metallica.
Odmówiłem Empikowi. Nie widzę tej współpracy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz