Do rana przyczepiła się do mnie Piosenka radiotelegrafisty. Podśpiewuję sobie pod nosem, a ludzie patrzą jak na debila. Idzie to tak:
Trzech synów matka miała,
dwóch słynęło z mądrości,
a trzeci co był głupi,
poszedł do łączności.
Ti ta ta, ti ti ta ta,
ti ta ta ti ti ta ta.
A trzeci co był głupi,
poszedł do łączności.
Tak w kółko, coraz szybciej i szybciej. Do tego jest jeszcze odpowiednia choreografia, ale grozi to psychiatrykiem i ortopedią, niekoniecznie w takiej kolejności. Pazura wykonywał pieśń tą w 13 posterunku. Nie wkleję filmu, ponieważ MacBook ma błąd i odmówił współprcy w tej materii. Kto chce niech sobie znajdzie na YouTube.
Martin napisał Nawałnicę mieczy, ja mógłbym zmienić nazwę antykwariatu na Nawałnicę książek. Ostatnio odbieram ich potworne ich ilości z powodu likwidacji jednej z filii biblioteki. "Górka" ma obecnie kilka tysięcy pozycji. Z tego też powodu niewiele ostatnio tu pisałem. Dużo dodaję na Allegro z pominięciem grupy. Za drogie pozycje dla moich grupowiczów. Z drugiej strony tam też się średnio sprzedają, więc liczba wystawionych aukcji rośnie, przybywa książek na regałach w biurze. Właściwie to na regałach już nie ma na nie miejsca, leżą w stosikach na podłodzie i na biurku. Żeby było weselej dzisiaj jadę po następne kilkaset egzemplarzy, ale część będzie nowa, tzw. leżaki magazynowe.
Z innej beczki... Czyściłem rynny z flory i fauny przy pomocy zwyżki profesjonalnie zwanej zwyżką koszową. Wszystko pięknie, tylko facet obsługujący ją zapomniał wspomnieć, że kosz był naprawiany i ma on ostre krawędzie. W środku roboty rozciąłem sobie przedramię , ale o tym potem.
Pogoda sprzyja rozwojowi kleszczy. Jako, że dużo przesiaduję w zieleni, złapałem już ich kilka, jednego dnia trzy... więc postanowiłem zaszczepić się na KZM. Z boleriozą nic za bardzo się nie zrobi, ale na to świństwo można się zaczepić. Przyjmuje się trzy szczepionki, niestety nikt tego nie refunduje.... chyba, że się jest leśnikiem. Nie jestem, więc jedna dawka 140 zł. Oczywiście nie jest prosto, trzeba mieć receptę i przejść kwalifikację czy się nadaję do szczepienia, a to wizyta u lekarza. Nie da się tego załatwić na telefon. Mniej więcej rozmowa przebiegała tak:
- Lekarka musi pana widzieć, czy aby nie jest pan chory, bo nie chodzi pan do naszej przychodni.
- Nie chodzę, ponieważ nic mi nie dolega, więc się chyba kwalifikuję.
- Logiczne, ale i tak musi pan przyjść.
Przyszedłem. Pani doktor opukała, osłuchała i zmierzyła ciśnienie. Zauważyła plaser na przedramieniu.
- Co to?
- Plaser, pani doktor
- A pod plastem?
- Kuku.
- Mogę zobaczyć?
- Proszę...
Tu pani sadystka zrywa mi opatrunek jednym ruchem. Plaster był solidny. Teraz mam gojącą się ranę i siniaka po oderwaniu opatrunku wokół. Zaszczepili mnie, ale dopiero na drugi dzień, bo oczywiście nie było odpowiedniej szczepionki w aptece. Trzeba było sprowadzić i to szybko - kwalifikacja jest ważna tylko dobę. Następne szczepienie za trzy tygodnie. Pójdę bez plastra.
Sprzedaż generalnie leży z krótkimi zrywami. Zupełnie tego nie rozumiem. Jednego dnia może się nie sprzedać żadna książka, następnego nie wiedzieć czemu w ciągu kilku godzin kilkanaście... i potem znów cisza. Podobnie jest z prośbami o FV. Jak przychodzą jedna za drugą, póżniej spokój i cisza na dłuższy czas. To wszystko dzieje się falami. Coraz częściej mam wrażenie, że to nie przypadek. Ktoś tym steruje, jakiś algorytm lub wredny kosmita.
Żeby utrzymać mnie na rynku algorytm lub wspomniany wcześniej kosmita podsyła mi klientów z trudnymi wyzwaniami. Dzwonią i dopytują czy jestem w stanie zdobyć dla nich odpowiednie tytuły. Inni się tym nie chcą zajmować. Dziwne. Tak więc w ostanim czasie organizowałem Wielką księgę wed słowiańsko - aryjskich (sic!) w dwóch tomach, Trylogię Ksiądz Rafał z podwójnym tomem trzecim - koniecznie nową, bo na prezent, Nowe cuda ludzkiego ciała Calligarisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz