sobota, 3 października 2020

03 października 2020, sobota.

Właśnie wróciłem z porannego spaceru z Sarą. Pogoda jest genialna! Obserwowałem dziś jak rodzi się ten cudowny dzień. Nie spałem jeszcze wtedy. Wieczorna impreza była bardzo udana i kulturalna, nie przesadziłem, żadnego grzechu głównego nie zaliczyłem. Ja po prostu tak mam, nie umiem chyba się wyciszyć. Muszę też stwierdzić, że mikroelementy w postaci tabletek musujących to genialny wynalazek. 

Zrobiłem wentylację w magazynie II. Poszło nad wyraz łatwo, jeszcze jestem w szoku. Przewidywałem jak zwykle przy każdych pracach kłopoty, a tu nic się nie stało. Otwór w ścianie udało mi się łatwo zrobić, rura pasuje jak ulał. 15 minut roboty i po sprawie.

Z ciekawszych nie książkowych tematów... kupiłem ponad 5 kg słoniny, będę ją przygotowywał do wędzenia. Jutro ją zasolę, potnę, zamocuje sznurki, może nie w tej dokładnie kolejności. Dzisiaj nie specjalnie mam na to jakoś ochotę. Słonina nie zając nie ucieknie z lodówki. Wolę wystawić kilka książek. Postu grupowego nie przewiduję ani dziś, ani jutro, dopiero w poniedziałek. Muszę przemyśleć to i owo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.

Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...