Czekam z niecierpliwością na nową publikację Hansa Pokory - dziesiątą, finałową część jego przewodnika po drogich i rzadkich płytach. 10001 Record Collectors Dreams ukaże w połowie miesiąca i mam nadzieję, że przed końcem kwietnia będzie u mnie. Niestety w Polsce się jej tym razem nie da kupić. Przynajmniej na ten moment. Zamówiłem w przedsprzedaży u wydawcy już w zeszłym miesiącu. Koszt niemały, łącznie z wysyłką z Hiszpanii coś w okolicach 50 euro. Jest to jedna z tych pozycji, które dużo dają przy poszukiwaniach rzadkich płyt. Poprzednie tomy RCD mam wszystkie. Pierwszy zwie się 1001, drugi 2001, i tak dalej aż do 9001. Swoją drogą bardzo ciekawy pomysł na biznes wymyślił sobie Pan Hans. Zauważyłem to kilkakrotnie. Po opublikowaniu w tej książce, dane wydanie płyty zyskuje sporo na wartości. To fakt. Kreując ceny i popyt można wiele zarobić. Dodatkowo zarabia się na narzędziu kreacji. Zawsze znajdą się takie barany jak ja, które zamówią i jeszcze się cieszą z tego. Albo o tym piszą. Chociaż zdarzyło się, że kilka razy się pomylił, a może rynek zweryfikował cenę? Przykładem może być kanadyjski BentWind i jego drugi album wydany w 1989. Obecnie warty jest kilkadziesiąt złotych, a wyceniony jest w książce na kilkaset euro(!). Wiem co autor będzie wydawał po opublikowaniu ostatniego 10 tomu! Suplementy do wcześniej wydanych części z aktualizacją rankingu cen!
Kryzys wieku średniego w pełni. Tak można podsumować to co napiszę dalej. Kilka lat temu zaczęły mi się strasznie podobać zegarki. Mechaniczne, nie jakieś kwarcowe badziewia na bateryjkę z Chin! Koniecznie nakręcanie, albo jeszcze lepiej automatyczne. I nie chodzi o luksus i wartość materialną, która może być znaczna. Chodzi o wygląd, wykonanie, precyzję i wiedzę potrzebną do poskładania takiego cacka. Wyobraźcie sobie, dziesiątki mikroskopijnych części, kółek zębatych, wszystko to ze sobą współpracuje, porusza się, precyzyjnie pokazuje czas i nie tylko. Jaką trzeba mieć wiedzę, umiejętności i cierpliwość żeby stworzyć takie cudo. Oczywiście nie stać mnie i raczej nigdy nie będzie mnie stać na tego typu przedmioty. Przypuszczam, że jeśli nawet miałbym na to kasę, to i tak bym nie kupił. Znając moje szczęście jeszcze bym upuścił i stłukł. Albo zgubił lub mi ukradli. Kupować natomiast jako lokatę kapitału to bez sensu. Po co coś mieć, jeśli nie można tego używać. Pomarzyć wolno, co nie? Można kupić oczywiście podróbki sławnych modeli, szumnie nazywane replikami, robione gdzieś w ChRL przez majfrendów, ale to jest oszustwo. Że oszukujemy innych nosząc na nadgarstku takiego pirata ze wskazówkami to "mały pryszcz" - oszukujemy głównie siebie, a to niewybaczalne i kompletnie bez sensu. Tak myślę. Czytałem nie tak dawno bardzo ciekawą książkę na temat nie tyle zegarków, w tym przypadku zwanych już czasomierzami, ale ogólnie produktów luksusowych i rzemieślniczych. Nosi tytuł High-end Dlaczego potrzebujemy doskonałości Bartosza Pacuły. Polecam bardzo. Za kilkanaście złotych można ją bez problemu kupić. Ciekawe co będzie następne - wieczne pióra? Zapalniczki? Kreda do tablicy? Kto przeczyta książkę ten zrozumie o co chodzi z kredą.
Na Allegro sprzedaje się beznadziejnie, raptem kilka książek na dobę. Tradycyjnie będę narzekał. Winię za to okres przedświąteczny, ludzie najzwyczajniej gonią za masłem po 99 groszy, kiełbasą białą na promocji, no i pół litra trzeba kupić, albo lepiej litr. O książkach zupełnie zapomnieli. Wszystko czego potrzebują do egzystencji mają w telefonie obok aplikacji z Biedronki i Lidla. Wystarczy, że klikną w social media, a dostaną odpowiednio sprofilowane wiadomości, papkę dla mózgu, która ugruntuje ich w mniemaniu o tym, że są super i wszystko wiedzą na każdy temat. Przecież nie mylą się - nagłówki mówią, że jest tak jak myślą. Gdyby tylko sią wczytali ze zrozumieniem w treść... albo znaleźli niezależne media, ale po co, jak można scrollować dalej. Przy większym problemie zapytają chatGPT, on prawdę im objawi! A jak już się znudzi to wszystko i strasznie się zmęczą, zawsze można obejrzeć durny teleturniej czy kretyński serial. Jak to się mówi "dla odmóżdżenia". Czasami mam wrażenie, że jak niektórzy bardziej się odmóżdżą to przestaną oddychać. Dlatego w zasadzie jest jak jest i mamy to co mamy. Książkę kupcie! Albo dwie!
Jest 10:47 i mam do zapakowania jedną paczkę z Allegro. Szał! Z osiemdziesięciu kilku złotych, ten monopolista zajumał mi ponad dwadzieścia tytułem prowizji, opłat, danin i haraczów. Wypłaciłem te środki, jutro więc dostanę na ten moment na konto zawrotne sześć dych, które pewnie wydam na zakupy w Biedronce za miedzą. W ogóle coś ludziom przed przedłużonym weekendem spod znaku zajączka wyskakującego z jajka nie do końca styka pod czaszką. Zamówienie ze strony internetowej "wisi" nieopłacone pomimo prośby z mojej strony, a kolejne odrzuciłem. Jakiś geniusz z Włoch zamówił książkę za 9 złotych z wysyłką za pobraniem. Szkopół w tym, że wybrał z dostępnych opcji wysyłkę w kraju, a adres podał do Włoch. Nie wysyłam za granicę za pobraniem. Nikt chyba tego nie robi. Przed sekundą odebrałem zwrot DHL, z powodu odmowy przyjęcia przesyłki. Zamówienie z Allegro! Opłacone! Nie rozumiem. Z nudów posprzątałem całe mieszkanie, ugotowałem obiad. Teraz po zapakowaniu tego jedynego zamówienia, wezmę się za porządki w biurze. Kiedyś trzeba, a jest okazja.
Weszłam tu dzisiaj z myślą "Ciekawe czy coś napisał?". No i jest, nawet mam trochę do nadrobienia!
OdpowiedzUsuń