czwartek, 9 kwietnia 2026

9 kwietnia 2023, czwartek. Kózki się kocą

Jednak żyjemy. Armageddon odroczony czasowo. Chodzą słuchy w wolnych mediach o planowanym zamachu stanu i chęci przejęcia przez rezydenta władzy, jeśli na Węgrzech przegra Orban. Przecież ruscy muszą mieć jakiś kraj do destabilizacji UE. Co nie? Zobaczymy w przyszłym tygodniu co będzie. Odczuwa się duże przesilenie polityczne. Coś pieprznie niedługo. Czuję to w kościach. 

Wczoraj zadzwonił klient, jeden z tych stałych. Zadzwonił, żeby... powiedzieć, że zadzwoni jutro, to znaczy dziś z zamówieniem. Jak oznajmił tak zrobił - zadzwonił i zamówił. Ciekawy to człowiek. Zamawia książki, ale nie takie, które mam na stanie, tylko takie do ściągnięcia z innych miejsc. Nie chce mu się wydzwaniać po całej Polsce, zamawia całościowo u mnie. Ja natomiast uruchamiam wszystkie znajomości i ściągam zamówienie. Zawsze zamawia za zaliczeniem. No cóż, jego kasa. Na podstawie tych zamówionych pozycji pisze własne książki, głównie religijne. Więcej nie mogę napisać. Telefon od niego = dłuuuuga rozmowa, o różnych rzeczach. Dzisiaj dowiedziałem się, że okociły mu się kózki i w związku z tym ma urwanie głowy i o tym, że wiatr nie połamał mu śliwki. Dobre ma podobno to drzewko owoce, chociaż jest pędzona bez podkładki. Człowiek uczy się całe życie. 

W planach mam transport około setki książek popularnonaukowych w poniedziałek. Do mojego zbioru autografów doszedł podpis Zbigniewa Święcha w książce Dlaczego Fleming przewraca się w grobie. Nie zbieram autografów jakoś szczególnie. Nie kupuję ich, po prostu jak mi wpada w ręce podpisany przez autora egzemplarz odkładam go, nie sprzedaję. W zeszłym roku przypadkiem zupełnym wszedłem w posiadanie pierwszego wydania Czterech pancernych z autografem autora. 




wtorek, 7 kwietnia 2026

7 kwietnia 2026, wtorek. Podsumowanie przed Armageddonem.

Święta równa się straszne nudy. Można laćki zjeść. Można, ale to niewykonalne. Nie zmieszczą się do żołądka, ponieważ z nudów człowiek żre. Dużo żre. Jeśli chodzi o sprzedaż to dno dna. Sprzedało się kilka dosłownie książek, z czego dwóch nie zapłacili i pewnie nie zapłacą. Żeby jakoś ten okres przeżyć bez szwanku na zdrowiu psychicznym i zająć się czymś innym niż gapienie się w telewizor, w pierwszy dzień świąt przygotowałem motocykl do sezonu. Naprawiłem kierunkowskaz za pomocą kawałka rurki. Guma sparciała i zwyczajnie się złamał i dyndał sobie na kablach. Zaoszczędziłem tym sposobem jakieś pięć stówek w 30 minut, właśnie tyle zajęła mi ta naprawa z czego 15 minut szukałem szlifierki kątowej, żeby tą rurkę dociąć. Jestem z siebie dumny jak cholera. 

Drugi dzień świat spędziłem na pakowaniu tych "wielkich" zamówień. Wskoczyłem na motocykl i zrobiłem jazdę testową (wczoraj nie mogłem ze względu na spożycie napoju chmielowego), przy okazji nadając kilka InPostów i jedną zakichaną Orlen Paczkę. Sprzedał się Brewiarz w czterech tomach, oczywiście za pobraniem, bo jakżeby inaczej. 

Żona kupiła karpy szparagów do sadzenia. Piętnaście takich dziwnych korzonków wyglądających jak jakaś obca forma życia. Czeka mnie kopanie. Za trzy lata będzie pierwszy zbiór. Może dożyję. 

Dzisiaj znów pojeździłem trochę na motorze. Załatwiłem książki na następne tygodnie, fajne tytuły. Te drogie tradycyjne na Allegro wstawię, reszta przejdzie przez Grupę.

Szaleniec o pomarańczowym obliczu straszy końcem cywilizacji i totalną zagładą. Coś tak czuję, że koniec to będzie jego i to definitywny. Wspomnicie moje słowa. No chyba, że jutro na horyzoncie wstaną dwa słońca jak śpiewał Waters.

sobota, 4 kwietnia 2026

4 kwietnia 2026, sobota.

Siedzę na słonku i pracuję sobie w ogrodzie. Dokładniej to nie jako ogrodnik - działkowiec amator, tylko ogarniam swoją robotę. Na kolanach mam Maca, kawkę w zasięgu ręki. Pies jest razem ze mną i zajmuje się swoimi psimi rzeczami z przewagą wylegiwania się. W przerwach podsikuje rośliny czym doprowadza do pasji szewskiej moją żonę i chleje wodę z oczka wodnego. Ptaszki śpiewają, a dokładnie śpiewak prowadzi dialog z kosem. Czasami odezwie się modraszka. Różne gatunki mogą razem żyć w zgodzie. Owady włażą na kwiatki i zapylają jak szalone. Jest pięknie. Tylko jakby ta droga nie była tak blisko… jakby te auta nie napieprzały jeden za drugim. Odbieram telefon. Stały klient zamówił kilka książek z Allegro, ale poza aukcjami. Odbierze je w wtorek osobiście. Zrobiłem taniej o jakieś 10%. On zadowolony, ja zadowolony. Nie muszę pakować, prowizji płacić. On ma taniej i bez czekania na przesyłkę. Jest pięknie. Mogłoby tak być zawsze. Wczoraj wygrałem na aukcji płytę Clouds Srapbook w pierwszym brytyjskim wydaniu. Dość tanio. Rzadka rzecz. Cieszę się. W zasadzie miałem zaznaczone do strzału 12 płyt, z tego tylko jedną wygrałem. Ostatnio to norma. Strasznie przepłacają nasi rodzimi melomani za płyty. Można je kupić taniej, ale za granicą. Widocznie im się powodzi, mnie tak sobie dlatego jest 1:12 chociaż jakoś nie jestem skory do przepłacania. 

Już nie jest tak miło. Słońce się schowało, zimny wiatr się zerwał. Idę gotować.

piątek, 3 kwietnia 2026

3 kwietnia 2026, piątek. Teatr polubień przedmiotów i innych klamotów.

Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu tego bloga, chociażby wyłącznie dla siebie. Nikt nie musi przecież tego czytać. W zasadzie i tak nie czyta.

Od roku sprzedaję swoje niepotrzebne klamoty na Vinted. To jest dopiero fantastyczne miejsce! Nazywam je "teatrem polubień przedmiotów i innych klamotów". Wystawiam, dajmy na to stary telefon za jakieś śmieszne pieniądze...i się zaczyna. Polubienie za polubieniem, ktoś raz na ruski rok poprosi o dodatkowe zdjęcia. Inny zaproponuje połowę ceny, na którą się zapewne nie zgodzę. Czasami ktoś chce, żeby wystawić mu specjalnie ofertę. Wystawiam, a on jej nie finalizuje. Zupełna porażka. Dodatkowo nie można tam oficjalnie sprzedawać jako firma. Ma się to zmienić. Podobno, a słyszałem taką niepotwierdzoną plotkę, ma wejść na polski rynek Vinted Pro, skierowany dla firm. Na razie jest on dostępny w Niemczech, Holandii, Francji i Włoszech. Allegro wreszcie będzie miało sensowną konkurencję w branży rzeczy używanych. Zdrowa konkurencja jest potrzebna. Wtedy będzie się działo... na pewno spróbuję się tam pojawić. Może ktoś ogarnie integrację towarów z Allegro? Pewnie tak. Zgłosił się do mnie Empik i Kaufland z ofertą handlową. Miałbym przez ich stronę sprzedawać mój używany asortyment. Jakoś tego nie widzę i zarzuciłem temat. 

Jednak wczoraj trochę się ruszyło i sprzedałem kilka książek. Szału nie było, ale na chleb z masłem zarobiłem...no może jeszcze na jajka.

Świąt nie obchodzę jakoś specjalnie, raczej traktuję jako czas wytchnienia i chwilę dla rodziny. W związku z tym ostatni post na grupie będzie dzisiaj, następny dopiero po okresie świątecznym. Mam trochę więcej czasu, dlatego zajrzę na cmentarz do ojca i dziadków. Zrobię porządek i zapalę jakąś świeczkę... Mam taką potrzebę, nie robię tego z obowiązku. 

Dostałem informację, że mam do zobaczenia i ewentualnego zakupu dużą ilość książek. Umówiłem się na wtorek na godzinę 17.00. Jak znam życie pewnie kupię sporo nowego towaru, tylko muszę jeszcze, taki szczegół, kasę na to zorganizować.  

czwartek, 2 kwietnia 2026

2 kwietnia 2026, czwartek. Kryzys, po dwukroć kryzys.

Czekam z niecierpliwością na nową publikację Hansa Pokory - dziesiątą, finałową część jego przewodnika po drogich i rzadkich płytach. 10001 Record Collectors Dreams ukaże w połowie miesiąca i mam nadzieję, że przed końcem kwietnia będzie u mnie. Niestety w Polsce się jej tym razem nie da kupić. Przynajmniej na ten moment. Zamówiłem w przedsprzedaży u wydawcy już w zeszłym miesiącu. Koszt niemały, łącznie z wysyłką z Hiszpanii coś w okolicach 50 euro. Jest to jedna z tych pozycji, które dużo dają przy poszukiwaniach rzadkich płyt. Poprzednie tomy RCD mam wszystkie. Pierwszy zwie się 1001, drugi 2001, i tak dalej aż do 9001. Swoją drogą bardzo ciekawy pomysł na biznes wymyślił sobie Pan Hans. Zauważyłem to kilkakrotnie. Po opublikowaniu w tej książce, dane wydanie płyty zyskuje sporo na wartości. To fakt. Kreując ceny i popyt można wiele zarobić. Dodatkowo zarabia się na narzędziu kreacji. Zawsze znajdą się takie barany jak ja, które zamówią i jeszcze się cieszą z tego. Albo o tym piszą. Chociaż zdarzyło się, że kilka razy się pomylił, a może rynek zweryfikował cenę? Przykładem może być kanadyjski BentWind i jego drugi album wydany w 1989. Obecnie warty jest kilkadziesiąt złotych, a wyceniony jest w książce na kilkaset euro(!). Wiem co autor będzie wydawał po opublikowaniu ostatniego 10 tomu! Suplementy do wcześniej wydanych części z aktualizacją rankingu cen! 

Kryzys wieku średniego w pełni. Tak można podsumować to co napiszę dalej. Kilka lat temu zaczęły mi się strasznie podobać zegarki. Mechaniczne, nie jakieś kwarcowe badziewia na bateryjkę z Chin! Koniecznie nakręcanie, albo jeszcze lepiej automatyczne. I nie chodzi o luksus i wartość materialną, która może być znaczna. Chodzi o wygląd, wykonanie, precyzję i wiedzę potrzebną do poskładania takiego cacka. Wyobraźcie sobie, dziesiątki mikroskopijnych części, kółek zębatych, wszystko to ze sobą współpracuje, porusza się, precyzyjnie pokazuje czas i nie tylko. Jaką trzeba mieć wiedzę, umiejętności i cierpliwość żeby stworzyć takie cudo. Oczywiście nie stać mnie i raczej nigdy nie będzie mnie stać na tego typu przedmioty. Przypuszczam, że jeśli nawet miałbym na to kasę, to i tak bym nie kupił. Znając moje szczęście jeszcze bym upuścił i stłukł. Albo zgubił lub mi ukradli. Kupować natomiast jako lokatę kapitału to bez sensu. Po co coś mieć, jeśli nie można tego używać. Pomarzyć wolno, co nie? Można kupić oczywiście podróbki sławnych modeli, szumnie nazywane replikami, robione gdzieś w ChRL przez majfrendów, ale to jest oszustwo. Że oszukujemy innych nosząc na nadgarstku takiego pirata ze wskazówkami to "mały pryszcz" - oszukujemy głównie siebie, a to niewybaczalne i kompletnie bez sensu. Tak myślę. Czytałem nie tak dawno bardzo ciekawą książkę na temat nie tyle zegarków, w tym przypadku zwanych już czasomierzami, ale ogólnie produktów luksusowych i rzemieślniczych. Nosi tytuł High-end Dlaczego potrzebujemy doskonałości Bartosza Pacuły. Polecam bardzo. Za kilkanaście złotych można ją bez problemu kupić. Ciekawe co będzie następne - wieczne pióra? Zapalniczki? Kreda do tablicy? Kto przeczyta książkę ten zrozumie o co chodzi z kredą. 

Na Allegro sprzedaje się beznadziejnie, raptem kilka książek na dobę. Tradycyjnie będę narzekał. Winię za to okres przedświąteczny, ludzie najzwyczajniej gonią za masłem po 99 groszy, kiełbasą białą na promocji, no i pół litra trzeba kupić, albo lepiej litr. O książkach zupełnie zapomnieli. Wszystko czego potrzebują do egzystencji mają w telefonie obok aplikacji z Biedronki i Lidla. Wystarczy, że klikną w social media, a dostaną odpowiednio sprofilowane wiadomości, papkę dla mózgu, która ugruntuje ich w mniemaniu o tym, że są super i wszystko wiedzą na każdy temat. Przecież nie mylą się - nagłówki mówią, że jest tak jak myślą. Gdyby tylko sią wczytali ze zrozumieniem w treść... albo znaleźli niezależne media, ale po co, jak można scrollować dalej. Przy większym problemie zapytają chatGPT, on  prawdę im objawi! A jak już się znudzi to wszystko i strasznie się zmęczą, zawsze można obejrzeć durny teleturniej czy kretyński serial. Jak to się mówi "dla odmóżdżenia". Czasami mam wrażenie, że jak niektórzy bardziej się odmóżdżą to przestaną oddychać. Dlatego w zasadzie jest jak jest i mamy to co mamy. Książkę kupcie! Albo dwie!

Jest 10:47 i mam do zapakowania jedną paczkę z Allegro. Szał! Z osiemdziesięciu kilku złotych, ten monopolista zajumał mi ponad dwadzieścia tytułem prowizji, opłat, danin i haraczów. Wypłaciłem te środki, jutro więc dostanę na ten moment na konto zawrotne sześć dych, które pewnie wydam na zakupy w Biedronce za miedzą. W ogóle coś ludziom przed przedłużonym weekendem spod znaku zajączka wyskakującego z jajka nie do końca styka pod czaszką. Zamówienie ze strony internetowej "wisi" nieopłacone pomimo prośby z mojej strony, a kolejne odrzuciłem. Jakiś geniusz z Włoch zamówił książkę za 9 złotych z wysyłką za pobraniem. Szkopół w tym, że wybrał z dostępnych opcji wysyłkę w kraju, a adres podał do Włoch. Nie wysyłam za granicę za pobraniem. Nikt chyba tego nie robi. Przed sekundą odebrałem zwrot DHL, z powodu odmowy przyjęcia przesyłki. Zamówienie z Allegro! Opłacone! Nie rozumiem. Z nudów posprzątałem całe mieszkanie, ugotowałem obiad. Teraz po zapakowaniu tego jedynego zamówienia, wezmę się za porządki w biurze. Kiedyś trzeba, a jest okazja.

środa, 1 kwietnia 2026

1 kwietnia 2026, środa.

Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, że sprzedaję antykwariat. Książki, prawa do nazwy, oferuję też pomoc w wdrożeniu się w temat przyszłemu dilerowi. Ale się podniosło larum. Większość dała się wkręcić. Dostawałem nawet pytania "dlaczego?" w prywatnych wiadomościach. Dzisiaj w ramach psikusa napisałem post na grupie pasjonatów płyt winylowych o treści: „Ale się jaram! Właśnie jestem u pewnego gościa. Wczoraj do mnie zadzwonił z pytaniem czy chcę kolekcję płyt jego dziadka. Za darmo!!! Tylko muszę je znieść z 5 piętra bez windy i odebrać, ponieważ musi do końca tygodnia oddać mieszkanie. Jest tego ze dwa tysiące. Może więcej.." Okrasiłem dodatkowo zdjęciem sterty płyt. Są tacy, którzy to "łyknęli" i widać, że żal im ścisnął niewymowną. Mam niezły ubaw od rana. Moich Grupowiczów w tym roku oszczędzę. W każdym razie dzisiaj nie wierzę nikomu. Nie wierzę w nic co usłyszę, zobaczę lub przeczytam. 


We wtorek, późnym popołudniem przywiozłem około pół tysiąca książek. Niektóre nowe. Wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek zajęło mi posegregowanie tej dostawy. Lepsze i droższe tytuły już są dostępne na Allegro. Między innymi książki z homeopatii, trochę rzadkich religijnych pozycji i cały 12 tomowy cykl Poldark. Reszta będzie zasilać posty grupowe przez następne dni / tygodnie. 


Nakupiłem oczywiście jak to ja też trochę płyt winylowych. Oczywiście w starych, pierwszych wydaniach. W Polsce ich nie ma w ogóle, lub są w astronomicznych cenach. Trzy zamówienia idą już drugi tydzień z Rumunii, jedno ze Szwecji, jedno z Niemiec. Z kronikarskiego obowiązku napiszę, że są to dziesięcio-calówka włoskiego DIK, Skin Alley, Sincron jedyny minialbum, debiut Turid, ostatnia i wycofana nie wiadomo dlaczego ze sprzedaży płyta Boxer, debiut Erkina Koraya (turecka psychodelia). Przed świętami raczej nie zostaną dostarczone. Z trackingu wynika, że ugrzęzły gdzieś po sortowniach. Obserwuję spore opóźnienia w dostawach. Zawsze tak jest. 


Wydawca najnowszego tomu Choluba powiadomił o tym, że autor poważnie się rozchorował i nie będzie podpisywał książek. Pierwszy tysiąc z pre-orderu miał być z autografem. Przepraszają nabywców i w zamian dają kod na -20% na następne zakupy. Skorzystam. 


Kolejny absurd Allegro. W skrócie... dla wysyłek do Niemiec jest niezbędny kod BDO jakiś ichni. Na szczęcie nie łapię się na ten system. Nie produkuję odpadów w dużej ilości i nie kupuję opakowań w ilości przekraczającej 500 kg / rok. Więc takiego numeru BDO nie mam, bo i po co? Zgłoszenie do systemu zarządzania odpadami, których przecież nie mam to koszt 200 zł. Dodatkowo jeśli się tam zarejestruję dochodzi mi coroczne raportowanie. Następny obowiązek i papiery. Żeby uniknąć nieporozumień i skasować błędy, wywaliłem z cenników Niemcy. Co następne?


Wreszcie uzbierałem "do kupy" (tzn. zrobiłem porządek w filmach) wszystkie filmy Marka Koterskiego. Najtrudniej było z Porno, które zostało wydane o ile wiem tylko na VHS i VCD. Właśnie wydanie płytowe mi się gdzieś "ukryło", ale jest! Schowałem, żeby nie zgubić i zapomniałem gdzie. Leżało sobie spokojnie ponad dekadę w kartonie ze starymi CD i kasetami magnetofonowymi. Bardzo ciężko jest obecnie kupić ten film, jak już gdzieś jest, to nie jest tanio. 120 - 150 zł to normalna cena za film na VideoCD! Paranoja! No cóż, nikt tego nie wznowił, stąd cena. Adasiu Miałczyński będziesz oglądany!

poniedziałek, 30 marca 2026

30 marca 2026 poniedziałek. Amba Fatima.

Zagubione książki. Proza życia antykwariatu. Tak jest i koniec. Podobno w przyrodzie nic nie ginie... nie tyczy się to jednak antykwariatów. Dobrze, że konkurencja ma na stanie. Zamówiłem. Przyszło, ale nie do końca to co zamawiałem. Przy okazji dorzuciłem do paczki i darmowej wysyłki kilka książek, które są mi potrzebne do skompletowania całych cykli i serii. Niestety konkurencja też nie dała rady i zamiast przysłać zamówiony tom I, przysłali tom II. Teraz mam dwa tomy drugie oraz jeden trzeci. Dobrze, że te pozycje najbardziej potrzebne są dostarczone, ponieważ w innym przypadku byłby niezły kwas. Zapomnieli jednak dodać, że w książce jest dedykacja. No cóż. Zagubione książki. Proza życia antykwariatu. Każdego antykwariatu. 

W zeszłym tygodniu była polska premiera starej jak świat, ale wcześniej u nas nie wydanej książki Antchony'ego Bourdaina Kitchen Confidential. Nadyłem przedpremierowo i teraz czytam wieczorami. Jestem jego wielkim fanem, o czym zresztą chyba kiedyś już pisałem. Jeśli nie, to teraz już wiecie.  Mam u siebie na półce wszystkie jego książki, które wyszły u nas w kraju. Po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów mam nieodparte wrażenie, że gdzieś już to kiedyś czytałem. Może nie wszystko słowo w słowo, ale trylogia Kill Grill powiela w znacznym stopniu Kitchen. W zasadzie trudno o nowe informacje w autobiografiach, no chyba, że ktoś gubi się w własnych kłamstwach. Na dniach będzie premiera części trzeciej, tomu trzeciego Choluba Piotra Wrońskiego. Czekam na dalsze przygody Iwety i Piotra. Tym razem zabiorą się krwawo za nielegałów. 


9 kwietnia 2023, czwartek. Kózki się kocą

Jednak żyjemy. Armageddon odroczony czasowo. Chodzą słuchy w wolnych mediach o planowanym zamachu stanu i chęci przejęcia przez rezydenta wł...