Siedzę na słonku i pracuję sobie w ogrodzie. Dokładniej to nie jako ogrodnik - działkowiec amator, tylko ogarniam swoją robotę. Na kolanach mam Maca, kawkę w zasięgu ręki. Pies jest razem ze mną i zajmuje się swoimi psimi rzeczami z przewagą wylegiwania się. W przerwach podsikuje rośliny czym doprowadza do pasji szewskiej moją żonę i chleje wodę z oczka wodnego. Ptaszki śpiewają, a dokładnie śpiewak prowadzi dialog z kosem. Czasami odezwie się modraszka. Różne gatunki mogą razem żyć w zgodzie. Owady włażą na kwiatki i zapylają jak szalone. Jest pięknie. Tylko jakby ta droga nie była tak blisko… jakby te auta nie napieprzały jeden za drugim. Odbieram telefon. Stały klient zamówił kilka książek z Allegro, ale poza aukcjami. Odbierze je w wtorek osobiście. Zrobiłem taniej o jakieś 10%. On zadowolony, ja zadowolony. Nie muszę pakować, prowizji płacić. On ma taniej i bez czekania na przesyłkę. Jest pięknie. Mogłoby tak być zawsze. Wczoraj wygrałem na aukcji płytę Clouds Srapbook w pierwszym brytyjskim wydaniu. Dość tanio. Rzadka rzecz. Cieszę się. W zasadzie miałem zaznaczone do strzału 12 płyt, z tego tylko jedną wygrałem. Ostatnio to norma. Strasznie przepłacają nasi rodzimi melomani za płyty. Można je kupić taniej, ale za granicą. Widocznie im się powodzi, mnie tak sobie dlatego jest 1:12 chociaż jakoś nie jestem skory do przepłacania.
Już nie jest tak miło. Słońce się schowało, zimny wiatr się zerwał. Idę gotować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz