Kończę dziś to czego nie zdążyłem wczoraj zrobić. Doszło też około 50 nowości, prawie same fajne tytuły. Już widzę, że znów się nie wyrobię. Muszę jechać do weterynarza, bo Sarze {APS} zabrakło prochów.
Niedawno dostałem karton książek w darze. Były wśród nich 3 egz, z pieczątkami biblioteki. Zawiozłem je dzisiaj do tej biblioteki. Okazało się że jedna jest już zbrakowana, dwie były jeszcze w windykacji. Ktoś się ucieszy. Przedziwne są czasami losy i ścieżki przedmiotów.
Przeżyłem szok. Wyceniałem Blondynkę na językach Pawlikowskiej. Obecnie książki z tej serii sprzedają się od 50 zł wzwyż! Jeszcze rok temu leżakowały po dyszce i nikt nawet o nie nie pytał. Bym wiedział, to zrobiłbym spory zapas. Natomiast Szatańskie wersety nie sprzedają się nawet za 5 złotych, parę lat temu "chodziły" za pięć dych. Ciągle się uczę, a gdy wydaje mi się, że coś wiem, dostaję taki cios na opamiętanie.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz