Normalnie szpital w domu. Żona chora, syn też, pies wyrżnął orła podczas skoku na kanapę i kuleje poobijany. Lazaret! Że mnie coś jeszcze nie bierze to chyba jakiś cud boski.
Weekend upłynął na obijaniu się. Po kilku latach przerwy [nie wiadomo czemu właściwie przestałem oglądać transmisje] wróciłem do snookera. W World Grand Prix Neil Robertson pokonał Graeme Dott'a w finale. Jestem zupełnie asportową osobą. Nie interesuję się piłką nożną, siatkówką, skokami, w zasadzie każdy sport mnie nudzi, oprócz właśnie snookera. Wiem, dziwne.
Walczę z bankiem od rana. Okazało się, że wygasł jakiś tam ich certyfikat i nie można było zlecić wpłat za przesyłki, których jest dziś wyjątkowo dużo. Nie dało się online, kartą płatniczą, dopiero po kilku próbach blikiem "poszło". Zmarnowałem na to z pół godziny. Wkurza mnie to. Wnerwia mnie też to, że program pocztowy wrzuca do spamu wiele wiadomości. Nie wiem od czego to zależy. Kiedyś wszystko było znacznie prostsze.
Dziesiąty = ogólnokrajowe wkurzenie przedsiębiorców. Znienawidzony ZUS. Jestem przedsiębiorcą do luftu, tak twierdzą rządzący. Jakbym znał się na tym co robię, to składka nie była by żadnym problemem według nich.
Wczoraj skończyłem lekturę Restauracji na końcu wszechświata, zabrałem się zgodnie z kolejnością za Życie, wszechświat i całą resztę Douglasa. Pokonam cały cykl. Uparłem się.
Nowości nie przewiduję dzisiaj, raczej też niczego na grupę nie ogarnę z pudeł. Po południu muszę jechać po opakowania od pewnego szwedzkiego sklepu. Zejdzie mi się tam, bo zawsze schodzi.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz