Zgodnie z tym co wczoraj pisałem, przywiozłem nowości, tylko nie 400, a ponad 600 książek. Mogłem przywieźć więcej, jednak bałem się o zawieszenie samochodu. Tradycyjnie pomiędzy masą nic nie wartych i zniszczonych egzemplarzy, trafiły się książkowe "rodzynki": Dzieła wszystkie Mikołaja Kopernika, Lilavati i Śladami Pitagorasa Jeleńskiego i punkt programu - książka Joanny Chmielewskiej z dedykacją i autografem. Zostawiam ją dla siebie. Właściwie mam pewne podejrzenia, czy to nie jest przypadkiem nadruk w tym wydaniu, coś mi świta, że kiedyś już widziałem identyczny egzemplarz. Muszę zbadać temat.
Z powodu tej dostawy, będę robił to co zawsze, tak jak zawsze.
Pani od sag, o której wspomniałem wczoraj, postanowiła mnie wystawić do wiatru. Nie pojawiła się, nie zadzwoniła żeby odmówić spotkanie. Nieładnie. Trudno.
Odłożyłem sobie na stos do przeczytania książkę Gra w kapsle czyli autolustracja dziecka PRL-u Katarzyny Anny Weiss. Tak ją kartkowałem i mnie zainteresowała. Trochę o mnie i moich czasach. Stos ma już z metr na półce "na oko". Ciekawe kiedy to wszystko przeczytam. Wieczorem mam już tak zmęczone oczy, że średnio mi się chce czytać.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
29 maja 2026, piątek.
Napływ książek ze likwidowanej filii biblioteki trwa w najlepsze nadal. Pojechałem segregować ten cały bajzel, jednak odbiłem się od drzwi. ...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Zagubione książki. Pr oza życia antykwariatu. Tak jest i koniec. Podobno w przyrodzie nic nie ginie... nie tyczy się to jednak antykwariató...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz