poniedziałek, 2 marca 2020

02 marca 2020, drugi post. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!

To moja wina. Sam jestem sobie winny. Jestem, jak twierdzi moja żona za dobry dla ludzi. Od zawsze staram się nawiązać jakąś więź z klientem, nie chcę go traktować przedmiotowo. Widocznie źle robię. Efektem tego pozwalam sobie "wchodzić na głowę". Już spieszę opisać sytuację. Pisałem kilka dni temu o pobraniu kurierskim z lokalizacji o kilometr oddalonej od antykwariatu. Zaproponowałem odbiór osobisty. Później dostałem telefon od pewnej Pani, która stwierdziła, że jest sąsiadką zamawiającej, że ona jest starszą osobą i że to ona odbierze, a w ogóle byłoby super gdybym podrzucił książkę jej do pracy, bo to też prawie obok. Głupi zgodziłem się, bo to rzeczywiście blisko i tak się zdarzyło, że akurat tam przechodziłem przy okazji załatwienia innej rzeczy. Pieniążki miały być zostawione dla mnie na portierni. Dodam, że pani pracuje w bibliotece. Więc zapakowałem książkę i gratis [ale jestem głupi] do plecaka i poszedłem. Załatwiłem to co miałem i udałem się na wskazaną portiernię. Oczywiście nikt nic nie wiedział. Wpisałem się do książki odwiedzin i poszedłem do tej biblioteki. Pani tam pracująca zdziwiła się, kompletnie zaskoczyła ją moja wizyta. Okazało się, że z prośbą dzwoniła jej koleżanka, której dziś już nie ma w pracy.  Obróciłem się na pięcie i poszedłem. Ciekawe jak się to zamówienie skończy. Powinienem teraz zlecić tego kuriera i mieć wszystko w nosie, a gratis sprzedać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.

Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...