To moja wina. Sam jestem sobie winny. Jestem, jak twierdzi moja żona za dobry dla ludzi. Od zawsze staram się nawiązać jakąś więź z klientem, nie chcę go traktować przedmiotowo. Widocznie źle robię. Efektem tego pozwalam sobie "wchodzić na głowę". Już spieszę opisać sytuację. Pisałem kilka dni temu o pobraniu kurierskim z lokalizacji o kilometr oddalonej od antykwariatu. Zaproponowałem odbiór osobisty. Później dostałem telefon od pewnej Pani, która stwierdziła, że jest sąsiadką zamawiającej, że ona jest starszą osobą i że to ona odbierze, a w ogóle byłoby super gdybym podrzucił książkę jej do pracy, bo to też prawie obok. Głupi zgodziłem się, bo to rzeczywiście blisko i tak się zdarzyło, że akurat tam przechodziłem przy okazji załatwienia innej rzeczy. Pieniążki miały być zostawione dla mnie na portierni. Dodam, że pani pracuje w bibliotece. Więc zapakowałem książkę i gratis [ale jestem głupi] do plecaka i poszedłem. Załatwiłem to co miałem i udałem się na wskazaną portiernię. Oczywiście nikt nic nie wiedział. Wpisałem się do książki odwiedzin i poszedłem do tej biblioteki. Pani tam pracująca zdziwiła się, kompletnie zaskoczyła ją moja wizyta. Okazało się, że z prośbą dzwoniła jej koleżanka, której dziś już nie ma w pracy. Obróciłem się na pięcie i poszedłem. Ciekawe jak się to zamówienie skończy. Powinienem teraz zlecić tego kuriera i mieć wszystko w nosie, a gratis sprzedać.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz