Od rana stosuję dobrowolną auto-kwarantannę, z małymi spacerkami wśród krzaków z dala od cywilizacji. Nie sam, a z psem, celem przewietrzenia umysłu oraz płuc.
Swoją drogą, niektórzy nie mają zupełnie wyobraźni. Wszędzie trąbią, żeby ograniczyć kontakt, nawet z rodziną, a znajdują się tacy, którzy mają te zalecenia w nosie. Widocznie Włochy im się marzą... i jeszcze dzieci ze sobą ciągają. Mądre głowy zalecają pracę w domu. W moim przypadku "home working" jest normalką, wszak mam firmę i biuro obok kuchni, więc łorkinguję.
W pracy, jak to w pracy - praca, bo co by innego. Zgodnie z założeniem ogarniam "rezerwę" małymi dawkami. Większymi dawkami przyjmuję witaminę C krystaliczną od kilku dni oraz czosnek polski na grzankach z masełkiem. Pycha. Odporność ważna rzecz, to co, że cuchnie. Z zalecanego jednego metra nie powinno się dać wyczuć. Dla pełni aromatu zrobię jeszcze syrop z cebuli. Wirusowi korona spadnie z głowy, niech tylko podejdzie za blisko i się sztachnie!
Dzisiaj zupełnym przypadkiem z pudła wyjąłem: Głód Mastertona, Jeźdźców apokalipsy Korkozowicza oraz Zarazę Jacka Krakowskiego. Nie będę drążył tematu.
Zamówiłem duży transport taśm pakowych, folii itp. Wolę zrobić zapas, właściwie też nie opłacało się kupić mniej w sklepie on-line z powodu darmowej wysyłki. Nie muszę jechać już do hurtowni. Dlaczego wcześniej tak nie robiłem? No i wszystko jest znacznie tańsze, zaoszczędziłem jakieś 30 zł, w stosunku do cen, w których kupowałem wcześniej. Jak sobie policzę te zużyte, przepłacone taśmy w ostatnich latach, to robi się spora sumka. Ech...
I to by było na tyle... jak powiedział Stanisławski, podobno łamiąc zasady poprawnej polszczyzny, jak stwierdził Miodek.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz