Matko! Co się dzieje?!
Poczta - czynna tylko jedna placówka w okolicy. Dobrze, że zadzwoniłem wcześniej, inaczej pocałowałbym klamkę. Tfu!! Nie dosłownie, bo wirus. Zleciłem wysyłki do czynnej placówki, tam kolejka po kokardę w odstępach metrowych. Wpuszczają do budynku po jednej osobie. To nic, że mam tylko zostawić paczki, nie wpuszczą mnie bez kolejki. Zadzwoniłem do opiekunki, kazała dostarczyć paczki pod wejście służbowe. Zostawiłem i gdyby nie znajomość z wszystkimi chyba Paniami z Poczty w regionie, zostałbym zrzucony ze schodów. Tak myślę. Wściekłość na sytuację unosiła się w powietrzu.
15 minut później telefon od księgowej, żebym nie wysyłał jej dokumentów pocztą! Listonosz u niej nie dostarcza listów! No właśnie je tam z niemałym trudem dostarczyłem! Co miałem zrobić. Powrót na pocztę pod wejście służbowe, dzwonek, znowu przepraszanie, że żyję. Udało się! Odzyskałem list, który zaraz po powrocie do biura zleciłem kurierem. Patrzę na biurko, a tam leży jedna przesyłka, której w tym całym zamieszaniu nie zapakowałem. Telefon na pocztę do wkur... pani [nie dziwię się], znów przepraszanie, prośba żeby usunęła przesyłkę, bo ja nie mam takiej możliwości jak już wyślę dokumenty elektronicznie do placówki. Tym sposobem jurto mam powtórkę z rozrywki. Kupię jakąś bombonierę czy co normalnie, bo mi wstyd. Zastanawiam się czy nie usunąć Poczty z cenników. Poważnie. Zostałby InPost i kurier...a nie mogę, stracę przez to SuperSprzedawcę, muszę oferować wysyłki Pocztą.
Miałem jeszcze ogarnąć jedną ważną rzecz dzisiaj, ale rozładował mi się akumulator i motor zdechł. Może i dobrze, pewnie i tak bym nie załatwił, a jeszcze ktoś by na mnie nakichał. Może tak miało być.
Do Biedronki rzucili mięso mielone. Panie nie zdążyły go włożyć do lodówek, znikło wcześniej. Będzie wojna!
Żeby to wszystko dziś ogarnąć, zapakować oraz dostarczyć do odpowiednich miejsc zeszło mi się od 6.30 do 12.00, a to tylko dlatego, że wczoraj spędziłem 2 godziny wieczorem przed komputerem przygotowując się na tą apokalipsę . Zupełnie nieproduktywny czas, praktycznie stracony. W normalnych warunkach ogarniam to w 2 godziny wliczając kawkę. Jestem wypompowany psychicznie. Pomyślałem sobie, że wykupię usługę odbioru paczek z firmy. Poczta wstrzymała też to, nie można się już zgłosić. Usługa taka kosztuje obecnie 180 zł netto, normalnie zapłaciłbym, ale się nie da.
Dlatego też dzisiaj wystawiam tylko dwa skromne posty na grupę oraz kilka książek na Allegro. Potem się kładę i mam wszystko dokładnie tam. Nawet nie chce mi się pisać o Wyspie Dębów. Może jutro.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz