Niewiele ostatnio piszę, to ze względu na monotonię. Cała ta pandemia i związane z nią ograniczenia mają na to duży wpływ. Nie spotykam się z nikim, nigdzie nie jeżdżę, tylko ukradkiem przemykam do paczkomatu i na Pocztę. Wracając zahaczam o spożywczaka jak nie ma kolejki oczywiście. Jeśli jest i to długa, to odpuszczam, wtedy zżeram zawartość zamrażarki. Na Pocztę już na stałe dostarczam paczki wejściem służbowym z tyłu budynku. Same Panie mi zaproponowały, takie rozwiązanie. Odwdzięczam się raz w tygodniu czymś słodkim, ponieważ wiem, że odrywam je od pracy swoim najściem. Trochę mi z tym źle. Takie czasy nastały. Dzisiaj akurat było to ptasie mleczko. Można powiedzieć w uproszczeniu, że wchodzę od tyłu za słodycze. Źle to zabrzmiało, ale wiecie o co mi chodzi.
Wystawiam na grupę mniejsze ilości książek, robię to celowo. Zbyt duża jednorazowo ich ilość powoduje to, że fajne tytuły giną w gąszczu i nie są zamawiane. Zrobiłem eksperyment społeczno-handlowy. Dzień po dniu wystawiłem te same książki w mniejszych grupach. Drugiego dnia się w większości sprzedały. Nie wiem czy to był przypadek, ale będę się tego trzymał.
Zadzwonił Pan z reklamacją. Książka miała błąd w druku, część tekstu na kilku kartach była nieczytelna. Przesłał zdjęcia uszkodzeń. Nie zauważyłem tego wcześniej. Zaproponował, żeby zwrócić mu połowę ceny książki. Rozsądnie. Zgodziłem się na taką ugodę.
Moje czytelnictwo poległo na całej linii. Nie skończyłem cyklu Dougalas'a. Znużył mnie przy czwartym tomie. Zaczytałem się natomiast przypadkowo zupełnie w Mowie do ludu Karpińskiego. Dziś też przyszła nowość Prawdziwy Frank Zappa, kiedyś ją czytałem, ale w innym przekładzie. Odświeżę sobie Franka.
Fallout 4 poziom 55 i trochę. Wysadziłem Instytut. Instytut to było zło. War, war never changes - wtajemniczeni wiedzą o co chodzi.
Zamówiłem dużo artykułów biurowych: papier, kleje, taśmy, itp. Normalnie kupiłbym to w sklepie stacjonarnym, ale ten jest zamknięty, ewentualnie został dyskont [czasami tam się też zaopatrywałem] ale tam zwykle kolejka po widnokrąg. Wolę ostatnio zakupy on-line.
Udało mi się zakupić na grupach za przysłowiowe grosze wartościowe książki. Sprzedam je z przebitką pięcio - siedmiokrotną. Jestem zadowolony. Fuks się trafił.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
piątek, 3 kwietnia 2020
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz