Domu z papieru nie udało mi się oczywiście obejrzeć. Syn "wisiał" cały wieczór na necie skutecznie pożerając łącze, grał w coś on-line z kolegami. Żona położyła się wcześnie. Przez krótką chwilę próbowałem obejrzeć na TVN24 relację z występów domowych polskich artystów, tak z ciekawości, nie z zamiłowania. Matko Bosko Częsochowsko! Nie dało się tego słuchać, takiego miauczenia, wycia i fałszów to dawno nie słyszałem. Skończyłem na lekturze książki, autobiografii Zappy, którą czytałem do późna popijając słowacką whisky. Książka dobra na wszystko. Whisky zresztą też.
Ponudzę trochę na tematy techniczne. Cały czas mam gdzieś z tyłu głowy to, że muszę naprawić, tzn. rozebrać lagi motocykla. Firmy zabezpieczają przed tym, żeby ktoś przypadkiem sam nie próbował czegoś naprawić. Wiadomo kasa. Sam sobie nie zrobisz, to zarobi serwis. Zrobiłem mały risercz. Do rozkręcenia amortyzatora potrzebny jest specjalny klucz, który oczywiście nie jest dostępny ot tak. Sprzedaje go ktoś tam w Niemczech i kosztuje ponad 100 euro + wysyłka. Sam sobie zrobię ten wihajster. Do tego potrzebuję [tak sobie wykoncypowałem] śrubę M 18 lub ewentualnie nakrętkę w tym rozmiarze. Muszę mieć sześciokąt o wymiarze 27 mm i metrowy kawał pręta zbrojeniowego albo rury. Ni w ząb takiej śruby nie mam, sklepy budowlane na złość dzisiaj zamknięte. Całą operację wykonania klucza zostawiam na jutro, może gdzieś zdobędę to śrubsko.
Jeden z kotów pomieszkujących w domu odszedł z tego świata. Znalazłem go pod samochodem zimnego jak lód. Wczoraj rano wyglądał na raczej zdrowego. Kompletnie nie wiemy co się stało. Paskala już z nami nie ma.
Zasiadłem w biurze i postanowiłem trochę popracować przy niedzieli. Wystawię coś na grupę, trochę się pokrzątam, może coś posprzątam lub przygotuję sobie część wysyłek na jutro.
Pod koniec zeszłego miesiąca oddałem, o czym pisałem wcześniej, projekt zakładek do drukarni. Mieli wycenić w tym samym dniu i oddzwonić. Minął tydzień i nic. Echo. Niech się ...
Wieczorem mamy spotkanie z przyjaciółmi przez Skype. Takie czasy nastały. Picie do ekranu. Złe określenie. Nie picie, tylko delektowanie się, trochę whisky jeszcze zostało.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz