Skończyłem pakować zamówienia około trzynastej. Zeszło się tak nie dlatego, że sobie pospałem, bo akurat wstałem skoro świt, po prostu jakoś dużo tego było i szło wolno.
Obok paczkomatu mam market budowlany. Zaopatrzyłem się tam dziś w różne różności na dziale hydraulicznym, które posłużyły mi do skonstruowania klucza do lag [tak, wiem, ja znów o tym]. Klucz wyszedł super. Składa się z śrubunku, w którym użyto nakrętki M18, kawałka metrowego rury 1/2 cala, kliku nitów. Całkiem przystojne narzędzie poswatało i co najważniejsze dało radę przy rozkręcaniu amortyzatorów. Naprawiłem je, wlałem nowy olej i uszczelniłem. Poskładałem cały przód motocykla do kupy. Wystarczy go już tylko szmatą przelecieć i można jechać na przegląd. Nie wiem gdzie i kiedy przy tej robocie uciekło osiem godzin. Z tego prostego powodu nic dzisiaj nie wystawiłem. Doba mogłaby mieć ze 32 godziny.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz