piątek, 1 maja 2020

1 MAJA 2020, piątek. Dzisiejszy dzień sponsoruje "trochę".

Święto Pracy, nazwa zobowiązuje, więc w dobrym tonie jest trochę popracować, z naciskiem na trochę. Więc wystawię trochę książek na grupę, trochę na Allegro. Trochę też posprzątam w biurze. 

Majówka i... oczywiście leje. Kiełbasy pożyją chyba trochę dłużej. Wystraszone wcisnęły się w kąt lodówki, drżą obok chrzanu i musztardy sarepskiej. Chyba jednak z zaplanowanego grilla chyba nici, ale właściwie jutro też jest dzień. Tym sposobem dziś na obiad pizza, syn będzie robił. Niech się uczy. Facet, który nie umie nic ugotować jest taki trochę niekompletny.
W zasadzie to dobrze, że pada. Tylko dlaczego teraz? Od ogólnospołecznego straszenia wirusem doszło ostatnio straszenie suszą i jej następstwami. Nie, to nie tak, że gospodarkę wodną kraju mam w poważaniu. Rozumiem problem, wodę również oszczędzam. Chodzi o ton. Chodzi o straszenie. Ciągle się nas tłamsi zagrożeniami, może to jedyna metoda, aby społeczeństwo zrozumiało problem i coś zmieniło. Trochę może tak. 

Przypomniała mi się taka scenka z dnia wczorajszego. Ławeczka przed sklepem. Na ławeczce stłoczone poślad przy pośladzie, trzy starsze panie. Dwie bez maseczek, jedna z maską na brodzie. Rozmawiają o tym, że te wirusy to wszędzie pani i jak żyć. Zarazić się można, a jedna ma cukrzycę, druga po zawale. Tak fajnie sobie posiedzieć. Zero odpowiedzialności. Chciałem im zwrócić uwagę, ale odpuściłem. Ze strachu. Miały przewagę liczebną i torebki zaczepno-obronne w gotowości. Może powinienem? Trochę mam wyrzuty, ale czy to coś by dało?

Przez tą całą izolację i obostrzenia wpadnę w alkoholizm. Na bank. Wczoraj wieczorem znów uczestniczyłem w zakrapianej wideokonferencji. Skończyliśmy dzisiaj po pierwszej w nocy. Tematy główne: polityka, wirus, trunki. Jak zawsze. Jak większość. 

Już mi się trochę naładował akumulator w aparacie fotograficznym. Koniec przerwy.

1 komentarz:

  1. Mój młodszy syn, oprócz tego, że gotuje, to jeszcze sam chleb piecze. 🙂👍

    OdpowiedzUsuń

10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.

Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...