Niewielkie podsumowanie: 37 paczkomatów, jedna paczka pocztowa, 5 odbiorów w punkcie, 2 listy polecone, 7 Allegro przesyłek poleconych, 2 pobrania, jeden kurier, jeden odbiór osobisty. Wszystko to od 6.30 do 15.00 z małą przerwą na kawę, wyprawę po towar i zakupy dla mamy w Biedronce naprzeciwko. Dobrze, że wczoraj wieczorem poświęciłem dwie godziny na kompletowanie zamówień, inaczej bym jeszcze je pakował. Mam dziś już tego po dziurki w nosie, a jeszcze nic nie wystawiłem. Mam tylko dwie ręce, a jedna mnie na dodatek jeszcze boli. Nie narzekam, tylko pomoc by się jakaś przydała, ale... mam co chciałem. Dam sobie spokój już dzisiaj, może wreszcie płyty pomyję, czekają już miesiąc na kąpiel, albo się zdrzemnę, a nie... muszę drugi raz do paczkomatu jechać, ponieważ brakło wolnych skrytek.
Jutro przyjedzie pani z plecakiem książek, które żal jej wyrzucić. Głównie czytadła. Może coś kupię. Oby to nie były Harlequiny. Mogłem właściwie o to zapytać.
Zapomniałem napisać. W piątek pojawiła się u mnie para, chłopak i dziewczyna w poszukiwaniu książki w fajnej starej okładce. Po krótkim śledztwie dowiedziałem się, że potrzebna jest do sesji fotograficznej. Im większa tym lepsza, nie za gruba, stara i zakurzona. Idealnie do tego nadały się oprawione ładnie przedwojenne nuty. Zakupili dwa takie zeszyty. Format większy od A4. Ponad dziesięć lat u mnie stały na półce, więc warunek "zakurzenia" został spełniony z nawiązką. Parę lat temu inna para chciała u mnie kupować stare, grube książki na torebki damskie. Taki mieli pomysł na biznes. Chyba nie wypalił. Może z powodu braku wodoodporności produktu finalnego? Różnie ludzie kombinują. Ostatnimi czasy hitem są tzw. metryczki - karteczki z kalendarzy zdzieraków z datą urodzenia oprawione w ramkę. Niektórzy to nawet kupują. Stare, nieużywane kalendarze zyskały na wartości. Im starszy tym droższy. Co tydzień mam pytania czy takich nie mam na sprzedaż. Prawie tak samo dużo jak o Litery.
Ale jaja! Tak sobie przeglądałem GoogleMaps. Ci, którzy robią zdjęcia do serwisu, złapali obok mojego domu klienta, jak wychodzi z książką pod pachą. Można tu zobaczyć. Zdjęcie robione jakieś dwa lata temu, teraz wygląda to wszystko inaczej, a klienta znam.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz