Kapusta zamiast cywilizowanie mi się ukisić, jak to na kapuchę przystało, normalnie wrednie zgniła! Wywaliłem całość na kompost. Całe 15 kilo. Efektem tego nieprzemyślnego do końca posunięcia, dziś pracuję w biurze, zamiast w ogrodzie. Smród nieziemski się tam unosi, skaziłem sobie miejsce pracy, ponieważ stół mam nieopodal kompostownika.
Jakiś taki nerwowy jestem od rana. Planuję na to zastosować per os wyciąg z szyszek chmielu. Słyszałem w radio reklamę jakiegoś specyfiku właśnie z tych szyszek na nerwy, niestety zapomniałem nazwy. To nic. Mam inny produkt z tego surowca!
Na grupie drugi dzień z kolei wystawiam książki z tej dużej dostawy opisanej wcześniej. Żeby posty jakoś się łączyły, zdjęcia robię na zewnątrz i zapraszam kupujących na podwieczorek literacki na trawie. Zdjęcia robię naprawdę na łące. Trochę jest z tym zachodu, targania w te i z powrotem, ale chyba warto.
Miałem przygodę z konkurencyjnym antykwariatem. Zamówiłem książkę dla klienta na Allegro, zapłaciłem od razu i wybrałem opcję dostawy i fakturę VAT, ponieważ była taka możliwość. Książka jak wynikało z opisu jest nowa. Otrzymałem po kilku dniach zamówienie. Po odpakowaniu okazało się, że książka nowa nie jest. Faktury nie ma. Jest paragon co prawda, ale źle wydrukowany. Ręce opadają. Napisałem maila, w odpowiedzi zapewniają , że książka jest nowa, że tylko mi się chyba wydaje, że jest inaczej. Okładka cała poharatana, brzeg brudny, karty pogięte. Wiem w czym jest rzecz, dlaczego tak napisali. Prowizja od nowych książek wynosi na Allegro 7 % bodajże, od używanych jest na poziomie 15%. Każdy orze jak może, może przynajmniej fakturę doślą.
Wczoraj rozmawiałem ze znajomym. Doszliśmy do wniosku, że my to jacyś głupi jesteśmy. Naprawdę. Debile. Łazimy w tych maskach, bo tak trzeba, bo tak kazali, bo to ma sens. Oddalamy się od siebie, zachowując odstęp. Wokoło obserwujemy innych ludzi, którym to zwisa i powiewa, jak te maski pod brodą lub na uchu. Po cholerę to wszystko? Sens ma to wtedy kiedy WSZYSCY się stosują do zaleceń. No idioci jesteśmy! I to jeszcze niedotlenieni!
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Ta łąka kusi, ale....
OdpowiedzUsuńNo i właśnie muszę się tu pokajać. Bardzo, ale to bardzo, przepraszam, ale nie spotkamy się w maju. Kiedy tylko otworzą granice, to z sernikiem pod pachą na tą umowioną kawę się stawię.
Mam tylko nadzieję, że to się stanie prędzej niż później. 🙂
Jacku teraz nie sezon na kiszoną kapuchę, z młodej to tylko surówka lub gołąbki...
OdpowiedzUsuńWiem, ale żeby zgnić!?
Usuńchemia..
Usuń