Trochę kicha. Pan, od którego zamówiłem sporo książek, rozchorował się i wylądował w szpitalu. Życzę zdrowia. Trochę to potrwa niestety.
Jak obiecałem, luzuję trochę i zaczynam skup od przyszłego tygodnia, oczywiście z zachowaniem środków ostrożności. Bez wpuszczania do firmy, a książki idą do ozonowania. Zadzwoniłem do osób, które ostatnimi czasy zgłaszały się do mnie z chęcią odsprzedania swoich biblioteczek. Kilka z nich przyjedzie w przyszłym tygodniu.
Pogoda przepiękna więc nadal biuro mam w ogrodzie. Zastanawiając się nad tym co mam napisać, spojrzałem w górę [zdjęcie poniżej]. Kocham ten odcień zieleni, taki świeży. Ustawię sobie to foto na pulpicie. Pod takim właśnie naturalnym parasolem kasztanowym obecnie pracuję. Pod nim nawet ulewa mi nie straszna, tylko te lepiszcze, nie wiem jak to się fachowo nazywa. Te takie lepkie skórki, które kasztan zrzuca z siebie. Wszędzie tego pełno, w domu, na podeszwach i zwierzątkach.
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz