czwartek, 11 czerwca 2020

11 czerwca, czwartek.

Boli mnie ręka - to po przygodzie z nożem. Uziemiło mnie to na jakiś czas, nie będę mógł na razie jeździć na motocyklu. Trzeba jakoś przecież trzymać kierownicę, a to w dodatku lewa ręka odpowiedzialna za sprzęgło. Próbowałem. Zrobiłem rundkę po podwórku, nie ryzykuję, bo jeszcze coś nabroję na ulicy. 
Boli mnie wątroba. Od rana wlewam w siebie napar z ostropestu. To kara boska, za mieszanie różnych trunków i obżarstwo bez umiaru na wczorajszym grillu. 
Głowa o dziwo mnie nie boli. Post i zioła. I muzykoterapia.

W ramach pokuty za swoje grzechy postanowiłem trochę popracować. Mam jeszcze jedną sprawną rękę przecież. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

25 czerwca 2026, czwartek. Smród i syf.

Wczoraj późnym popołudniem, jakieś trzy kilometry w lini prostej od miejsca, w którym mieszkam i pracuję wybuchł pożar składowiska odpadów. ...