Ciekawy dzionek.
Dzień spod znaku spotkań z klientami chcącymi mi coś sprzedać.
Z samego rana o ósmej zadzwonił jegomość z pytaniem czy może mi "pokazać". Po krótkiej rozmowie ustaliłem, że chce pokazać książki. Uff... Miał być zaraz, za moment.. tak do dziesiątej maksymalnie. Zadzwonił o trzynastej, że się zgubił. Przejechał autobusem za daleko. Wytłumaczyłem mu co i jak. Pojawił się podchmielony jak cholera o 13.30 z reklamówką brudnych i wymęczonych książek. Myślę, że gdzieś ze śmietnika je wygrzebał. Nie kupiłem nic.
Następna była Pani. Elegancka starsza kobieta z kartonem dość fajnej literatury. Trochę poradników psychologicznych i motywacyjnych, trochę sensacji, trochę właściwie wszystkiego. Nie za bardzo zależało jej na pieniądzach, chciała tylko, żeby do kogoś trafiły. Nie chciała ich wyrzucić. Kupiłem całość dość tanio.
Później pojawiła się następna klientka chyba z synem jako obstawą. Mieli do wyceny starodruk z ok.1650 - 1700 roku. Niestety nie miał strony tytułowej, a sprawę znacznie komplikuje. Pani była zorientowana jak się później okazało, była już w wielu antykwariatach. Książka po łacinie, o tematyce astrologicznej. Nie podjąłem się wyceny, nie mam doświadczenia z tak starymi księgami. Poradziłem gdzie się udać. Moje rady pokryły się z tym co już wcześniej słyszała. Nie jest jednak ze mną tak źle. Coś tam wiem jednak. Obecnie wycena rzeczoznawcy to koszt 700 zł, no ładnie... Gdyby nie brak tej strony tytułowej mógłbym coś więcej pomóc.
Zaczynają się telefony dotyczące sprzedaży podręczników szkolnych. Nie wiem czy się w to w ogóle "bawić". Nie wiem co będzie w przyszłym roku używane w szkołach. Nikt tego chyba nie wie, pewnie w Ministerstwie Edukacji też jeszcze nie wiedzą. Za wcześnie jest. Poza tym jak sobie wyobrażę te zniszczone książki, popisane i z malowniczo powyginanymi w większości narożnikami....
Bój z mrówkami trwa. Coraz mniej ich już się pojawia. Zwyciężymy!
Tu codziennie (no prawie) publikuję swoje wspomnienia, czasami też przemyślenia - nierzadko wstrząsające.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.
Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...
-
Coś sobie przypomniałem w związku z pierwszym kwietnia. W zeszłym roku (a może było to dwa lata temu?) w ramach żartu, napisałem na Grupie, ...
-
Pewne wydarzenie, a właściwie nieporozumienie doprowadziło do tego, że zresetowałem hasła do tego bloga i postanowiłem coś sklecić. Zupełnie...
-
Wczytałem się w archiwalne moje teksty. O kurczaki! Połowy z tych wydarzeń zupełnie już nie pamiętam. Utwierdza mnie to tylko w prowadzeniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz