Zostałem w komentarzu nazwany Bobem Budowniczym. W zasadzie się zgadza. Murarz, tynkarz, stolarz, hydraulik, mechanik motocyklowo-samochodowy, elektryk i na końcu antykwariusz. Człowiek renesansu, kurde.
Wytoczyłem dziś maszynę jednośladową z garażu i pojechałem w kierunku słońca po nowe książki. Upolowałem kilkanaście fajnych tytułów i dodatkowo mam "cynk" o mnóstwie innych ciekawych książek. Tak to działa. Polecanie sobie wzajemnie przez zadowolonych (mam nadzieję) klientów. Przy odrobinie szczęścia kupię je pod koniec tygodnia. Będzie między innymi komplet Harrego Pottera i kilkadziesiąt innych 'chodliwych' tytułów. Więcej nie piszę, żeby nie zapeszyć.
Jestem chytrus. Chytrus, nie Chrystus, czytajcie uważnie. Już wyjaśniam. Kilka dni temu przy okazji większych zakupów w "Owadzie" dostałem voucher na 20 zł na zakupy artykułów przemysłowych. Kilka dni temu w ofercie pojawiła się gilotyna do papieru, rzecz czasami użyteczna, ale właściwie taka, bez której można właściwie żyć. Cena prawie 70 zł bez grosza. Trochę dużo. Otrzymany kupon obniża cenę tej zmyślnej maszynki jednak dopiero od dziś. Wczoraj zobaczyłem, że na sklepie naprzeciwko jest ostatnia sztuka w koszu... i tu dochodzimy do wspomnianej chytrości. Ukryłem ją za drukarkami, a dziś z samego rana poszedłem kupić ją z rabatem. Leżała jak ją ukryłem. Mam gilotynę dwie dychy taniej. Z tym sprzętem chyba sobie sam potnę te zakładki, o których wspominam już od pół roku, a i wizytówki sobie też ładne zrobię, tylko papier odpowiedni kupię.
Pech! Spaliła mi się żarówka w reflektorze samochodowym. Włosi powinni robić tylko pizze i wino, no może jeszcze oliwę powinni tłoczyć. Modą mogą się również zajmować i sztuką, nie techniką. To tyle. Samochody to może im ładne wychodzą, ale w naprawie to jakiś koszmar. Temat wymiana żarówki. Nie ma chyba bardziej pospolitej naprawy. W Fiacie trzeba mieć rękę z trzema nadgarstkami i dwoma łokciami do jej wymiany. Nie wyobrażam sobie takiej akcji gdzieś "w trasie". Trzeba wyjąć akumulator, skrzynkę akumulatora, filtr powietrza i po tych czynnościach, najlepiej stojąc na głowie... ja niestety mam ręce zbudowane jak każdy inny człowiek, takie zwykłe, a nie zrobione z gumy. Po omacku trzeba dobrać się do reflektora. Również po omacku odłączyć sprężyny. Później po wsadzeniu żarówki [oczywiście po omacku!] całą operację powtórzyć w odwrotnej kolejności, aby wszystko do kupy poskładać. Godzina z życia wyjęta. Dawno się tak nie nakląłem.
Napisał do mnie kolega. Ma kilka książek do sprzedania, między innymi klika tomów cyklu Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. Będę je miał jutro.
Moja faza na stare amerykańskie kawałki z lat '40-'50 trwa w najlepsze. Fajny projekt nazwany The Great American Songbook nagrał na przestrzeni lat na 5 płytach Rod Stewart. Brakowało mi do całego tego kompletu czwartej. Szukając jej na Allegro natrafiłem na płytę koncertową z tym materiałem wydaną w specjalnej edycji tylko w USA, która osiąga niezłe ceny na świecie. Zupełnie nie wiedziałem o jej istnieniu, pewnie jest to jakiś materiał promocyjny, który nie był w oficjalnej sprzedaży. 20 Euro za CD to trochę dużo - taka jest cena na zagranicznych portalach aukcyjnych. Ja kupiłem za 15 zł. Fajny "deal", ktoś nie był świadomy wartości lub mu nie zależało. Chyba jednak to pierwsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz