Facebook przypominał mi o tym, że moja grupa sprzedażowa istnieje już osiem lat. Kawał czasu. Pamiętam jak ją zakładałem. Zrobiłem to dlatego, ponieważ z każdej inne mnie wywalano. Działo się tak dlatego, że prowadzę działalność. Widocznie tak jest ten świat zorganizowany, żeby tym zaradnym i uczciwym było pod górkę. Najwyraźniej innym administratorom profesjonalna konkurencja nie była potrzebna. W zasadzie to rozumiem. Też wywalam konkurencję z mojej grupy.
Ostatnio nic nie pisałem. Nie pisałem, bo nic się ciekawego nie wydarzyło. Zupełnie nic. Nu-dy. Mało zamówień równa się mniej pracy. Z jednej strony fajnie - mam czas dla siebie, z którego i tak nie korzystam, bo mi się nic nie chce. Z drugiej strony nie ma kasy. Wszystko to mnie dobija. Jako człek dobity nie mam ochoty na nic. Koło się zamyka. Dodatkowo jest zimno. Kwiecień mógłby przestać już przeplatać. Ile można? Mój pierwszy szef, kiedy jeszcze pracowałem w laboratorium medycznym mawiał - „nie mam ochoty do życia i krycia, mam ochotę zagrzebać się w ściółce”. Wiem dokładnie co miał ma myśli.
Wczoraj na spacerze po parku tradycyjnie odpaliłem na iPhonie aplikację do rozpoznawania ptaków. Spotkałem kulczyka, ptaka kulczyka (źle to brzmi, ale zostawię), a nie ducha Kulczyka - najbogatszego swego czasu Polaka. Lista spotkanych przedstawicieli opierzonych z awifauny była tym razem rekordowa. Trafiło się kilka rzadkich okazów: sosnówka, muchołówka żałobna, sikora uboga. Biedaczki te ptaszki - żałoba i ubóstwo.
Jutro znowu jadę po dużą ilość książek. Powoli nie mam gdzie ich składować. Piętrzą się już na korytarzu, grzecznie czekając na swoją kolej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz