wtorek, 3 marca 2020

3 marca 2020, już kwaczki kaczą.

Dziś nie marudzę, nie narzekam, nie buczę. Jestem przyjaźnie nastawiony do klientów.
Post krótki, bo się sprężam, chcę płyty pomyć. Nazbierało się z całego miesiąca coś koło 20 albumów. Niektóre brudne jak szlag, warstwy kurzu ułożone jak pokłady archeologiczne, te najniższe gdzieś z 1969 roku pochodzą. 

Sprawa odbioru przesyłki się wyjaśniła. Pani odebrała, przyszła do mnie z pieskiem, przy okazji miał spacer. Gratis dałem. Załatwione. 

Ranek spędziłem na kompletowaniu kilku większych zamówień i pakowaniu "drobnicy". Przy okazji przygotowałem książki na bigos. Wszystko co zapakowane wieczorem zawiozę do paczkomatu i na Pocztę. Nietypowo wieczorem, a nie do południa, ponieważ kręgosłup mnie łupie, a samochód mam dopiero wieczorem dostępny. Nie będę się przecież targał się z dwoma wielkimi torbami i plecakiem piechotą. Zmądrzałem. 

Dostałem kilka faktur mailem. Prawie dostałem zawału.

Ale się cieszę! Czuć już wiosnę jak nie leje. Byłem na spacerze w Parku Śląskim. Codziennie prawie chodzę tymi samymi ścieżkami. Pączki już widać, ptaki nieśmiało zaczynają się odzywać w krzaczorach, w szuwarach kwaczki kaczą, lub jak kto woli kaczki kwaczą. 


2 komentarze:

10 kwietnia 2026, piątek. Nie chce mi się wymyślać tytułu.

Od rana łeb mnie napieprza i ogólnie czuję się tak jakoś byle jak. Może coś mnie bierze? Wyłazi jazda na motorze przy plus sześciu stopniach...